Opis klasztorów „Kreteńskiej Świętej Góry” na półwyspie Akrotiri koło Chanii. Zachwycających swym pięknem, atrakcyjnym położeniem, a przede wszystkim spokojem.

 

Akrotiri

Półwysep Akrotiri - jeden z trzech charakterystycznych półwyspów w północno-zachodniej części Krety, leży zaledwie kilka kilometrów na północny-wschód od Chanii. A w rzeczywistości, przedmieścia Chanii wdzierają się na wąski przesmyk łączący go z wyspą. Nie planowaliśmy tam jechać, bo wydawało mi się, że niczego tam nie ma. Poza lotniskiem, na którym lądowaliśmy - ale to przecież nic ciekawego. Jednak za namową rezydenta postanowiliśmy odwiedzić trzy leżące tam klasztory, a na koniec wykąpać się na dzikiej plaży w pobliżu jednego z nich. Przygotowawszy więc i stosowne stroje na wizyty w świętych miejscach, i zestaw plażowy przydatny na zakończenie wycieczki, zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy autem w kierunku lotniska. Oczywiście pojechaliśmy tam „autostradą” wokół Chanii, aby nie tracić czasu na przedzieranie się przez miasto i Platanias. Akrotiri jest ogólnie dość płaski - dlatego powstało tam lotnisko, ale leży na wysokości około 150 m nad wodami zatoki Souda, musieliśmy się więc wdrapać krętą drogą na płaskowyż. Natomiast sam północny kraniec półwyspu zajmują spore góry - przekraczające 400 m. I tam właśnie skierowaliśmy się po minięciu lotniska.

Monastyr Agia Triada

Zupełnie pusta, równa droga wśród winnic, gajów oliwnych i cyprysów doprowadziła nas do charakterystycznej dla Krety, podziurawionej kulami, tablicy z nazwą miejscowości: Agia Triada. Byliśmy chwilowo jedynymi turystami na dużym szutrowym parkingu. Na powitanie raźnie przybiegł rudy kotek, który wlazł mi na kolana i nie za bardzo chciał zejść. A pazurki miał dłuuugie. Z zewnątrz klasztor prezentuje się bardzo okazale - nie przypominam sobie, abym widział inny tak duży na Krecie. Jednak proste, surowe, naruszone już zębem czasu mury, trochę mnie rozczarowały. Zmieniłem zdanie, kiedy przez wąską, ozdobioną w stylu weneckim i zwieńczoną wieżą bramę weszliśmy na dziedziniec. Jest tu bardzo dużo zieleni (w tym okazałe drzewko pomarańczowe z owocami), urocze krużganki i arkady, a pośrodku pokaźny (jak na takie odludzie) kościół z widocznymi trzema kopułami. Oprócz nas i odźwiernego, który po skasowaniu należności (2,5€) za wstęp zniknął, nie było tu żywego ducha. Cisza i spokój. Cele mnichów mieszczą się w budynku, który jak bardzo gruby mur, otacza dziedziniec. Monastyr przez lata musiał opierać się napadom piratów, stąd wyraźnie widać obronny charakter zabudowy. Małe muzeum w kilku salach prezentuje stare księgi (drukowane i rękopisy), ikony, stroje i drogocenne (głównie srebrne) przedmioty liturgiczne. Zawartość wystawy pokazuje, że klasztor do biednych nie należy. Rzeczywiście Agia Triada to jeden z najbogatszych klasztorów na Krecie. Utrzymuje nie tylko siebie ale i szkoły na terenie Chanii. Gaje oliwne i winnice, które mijaliśmy pomiędzy lotniskiem a klasztorem, należą do mnichów. Wytwarzają tu oni słynne i zarazem drogie wina (4 rodzaje) i oliwę z pierwszego tłoczenia. Nie trzeba chyba dodawać, że cała uprawa jest ściśle ekologiczna. Jakość wyrobów potwierdzają międzynarodowe nagrody, a większość produkcji trafia na eksport.

Klasztor Agia Triada Tzagarolon powstał na początku XVIIw. na miejscu dawnego niewielkiego klasztoru pod wezwaniem Świętych Apostołów. Dwaj bracia pochodzący z rodziny o weneckich korzeniach (Tzagarolon) rozpoczęli rozbudowę monastyru, którą na wiele lat zatrzymał najazd Turków na Kretę w 1645r. Po wybuchu powstania przeciwko Turkom w 1821r. klasztor został spalony. Mnisi uratowali się uciekając z klasztoru, ale wiele manuskryptów i relikwii uległo zniszczeniu. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Grecję w XIXw., można było usunąć zniszczenia powstałe w czasie tureckiej okupacji i ukończyć budowę. Od tego momentu rozpoczął się znaczny rozwój klasztoru i wzrost jego zamożności. Jest tu obecnie coś w rodzaju małego seminarium, gdzie kształcą się przyszli mnisi.

Stojący pośrodku dziedzińca kościół ma dwa oblicza. Bizantyjski front z równo ociosanych kamieni, ozdobiony kolumnami i gzymsami - wygląda dostojnie. Natomiast od tyłu kościół wygląda trochę zabawnie - jak zlepek wielu klocków o różnych kształtach, przykrytych kulistymi kopułami. Szkoda tylko, że z otynkowanych ścian farba schodzi płatami. Jednak prawdziwe skarby kryją się wewnątrz - bogato zdobiony, wyrzeźbiony w drewnie z drobnymi szczegółami i wręcz ażurowy ikonostas aż świeci od złota. Do tego okazałe żyrandole, wyrzeźbione w drewnie siedzenia oraz niezliczone ikony na ścianach - wszystko to robi niesamowite wrażenie. Zdjęć w środku nie wolno robić, ale trudno nam było oprzeć się pokusie.

Kiedy po godzinie zwiedzania opuszczaliśmy klasztor, zaczęli pojawiać się inni turyści, a na parking wjeżdżał pełen autokar. Znacznie węższą drogą niż wcześniej (zakaz wjazdu autokarów), skierowaliśmy się do kolejnego klasztoru.

Monastyr Gouverneto

Coraz bardziej nierówna droga zaczyna wspinać się pod górę, w krętym wąwozie pomiędzy stromymi wzgórzami. Łagodny krajobraz płaskowyżu wyparty został przez bardziej dziki, górski. Mijamy małą kapliczkę upamiętniającą siedmiu mnichów z monastyru Gouverneto, zabitych po wybuchu powstania przeciwko Turkom w 1821r., podczas masakry chrześcijan na Krecie. Tabliczka przypomina też, że Gouverneto, tak jak wszystkie inne klasztory na Krecie i w całej Grecji, były bastionami walki za wiarę chrześcijańską i o wolność kraju. Stromymi serpentynami docieramy na wysokość prawie 300 m, gdzie na niewielkim płaskowyżu, w otoczeniu łagodnych wzniesień, widać już niski, kamienny mur otaczający zewnętrzny dziedziniec i ogród klasztoru. To zaledwie 4km od Agia Triada, ale wydawało nam się, że to znacznie dalej.

Klasztor Gouverneto stoi na jeszcze większym odludziu niż Agia Triada i większe są też restrykcje dla odwiedzających. Wstęp możliwy jest tylko w niektóre dni (w środy i piątki jest zamknięte) od rana do wieczora, ale z uwzględnieniem nienaruszalnej przerwy między 12:00 a 17:00. O odpowiednim stroju dla obu płci już nawet nie będę wspominał. Zgodnie z tabliczką przy furtce, restrykcje obejmują nie tylko klasztor Gouverneto, ale wszelkie jego przyległości, łącznie z ruinami klasztoru Katholiko, do którego jedyna droga prowadzi przez zewnętrzny dziedziniec Gouverneto. Teoretycznie zakazana jest też kąpiel w morzu u wylotu wąwozu. W praktyce jednak mnisi ściśle bronią swej prywatności tylko w samym klasztorze - na wewnętrznym dziedzińcu klasztoru i w kościółku, pozwalając na swobodne przejście przez dziedziniec zewnętrzny poza godzinami otwarcia i w swobodniejszych strojach.

Historia klasztoru sięga połowy XVIw., kiedy to mnisi z położonego bliżej morza Katholiko, zmęczeni częstymi atakami piratów arabskich, opuścili klasztor i przenieśli się tutaj. Na początku XVIIw. Kościół Prawosławny uznał mnicha Jana Pustelnika z Katholiko za świętego, co spowodowało wzrost popularności i zamożności klasztoru. Krótko przed inwazją turecką, Gouverneto był największym klasztorem na Krecie - mieszkało tu 60 mnichów. Rozpoczęto budowę kościoła, którą wstrzymała okupacja turecka. Po wybuchu powstania przeciwko Turkom klasztor został przez nich zniszczony, a siedmiu mnichów zabitych (pozostali uciekli). Dopiero w 1894 roku, pod koniec panowania Turków, mnisi uzyskali pozwolenie na kontynuowanie prac, by 250 lat po rozpoczęciu budowy klasztoru ostatecznie ją ukończyć. Kolejnych zniszczeń dokonali hitlerowcy i przez wiele lat klasztor był niezamieszkały. Funkcjonuje ponownie dopiero od 2005r., kiedy to kilku mnichów z wielkim zapałem rozpoczęło odbudowę monstyru.

W porównaniu do Agia Triada, Gouverneto z zewnątrz wygląda niepozornie, a ślady zniszczeń wynikające z wieloletniego opuszczenia są wyraźnie widoczne. Na szczęście na wewnętrznym dziedzińcu jest już znacznie lepiej niż na zewnątrz. Choć miejsca tu niewiele, ale również nie brakuje zieleni. Sam kościół też jest znacznie mniejszy niż w poprzednim klasztorze, ale pokryta płaskorzeźbami elewacja prezentuje się równie interesująco. W środku nie widać już takiego przepychu - ikonostas jest tradycyjny, ozdobiony samymi ikonami, a ściany są prawie puste. Jedynie na sklepieniu, zwłaszcza kopuły, widać ciekawe freski, przedstawiające sceny z życia świętych. Podobno są to jedne z najstarszych fresków na Krecie. Wstęp tym razem jest bezpłatny, ale zwiedzania też za wiele nie ma - praktycznie tylko wnętrze świątyni (znów łamiemy zakaz fotografowania).

Jaskinia Niedźwiedzia

Furtką w tylnej części klasztoru wychodzimy na szlak biegnący w dół - w kierunku morza. Droga chwilami jest lepsza, wyłożona równymi kamieniami, by na innym odcinku zmienić się w dziką, kamienistą ścieżkę. Przydałoby się tu lepsze obuwie - sandały niezbyt się sprawdzają na gorszych odcinkach. W pewnym momencie na kamieniach na środku szlaku widzimy wygrzewającą się sporych rozmiarów jaszczurkę. Po dwudziestu kilku minutach docieramy do mizernych pozostałości jakichś zabudowań, częściowo otoczonych siatką. Wokół biega kilka kóz, a my odbijamu w prawo, gdzie kilkanaście metrów od szlaku, znajduje się wlot jaskini.

Wedle pewnej legendy, okoliczni mieszkańcy i mnisi dziwili się, że woda ze zbiornika znajdującego się na środku jaskini znika dość często. Postanowili wyjaśnić zagadkę i obserwowali grotę. Po jakimś czasie do jaskini wszedł ogromny niedźwiedź i zaczął wypijać wodę z cysterny. Jeden z mnichów widząc to, modlił się do Maryi o pomoc, a gdy skończył modlitwę, niedźwiedź pochylony nad zbiornikiem skamieniał i pozostał w takiej pozycji do dnia dzisiejszego.

Monastyr Katholiko

Zostawiamy niedźwiedzia i schodzimy dalej - szlak jest teraz dość równy, choć stromy. W miejscu, z którego plaża wydaje się już być na wyciągnięcie ręki, skręcamy ostro w lewo, praktycznie zawracając. Idziemy teraz wąską półką, mając po lewej stronie wysokie skały, a po prawej, za niskim kamiennym murkiem, głęboki wąwóz Avlaki. Jako pierwszy zauważamy szeroki kamienny most przerzucony ponad wąwozem, a chwilę potem smukłą bramę i kamienne zabudowania. Schodzimy schodkami mijając po drodze grotę Jana Pustelnika (Jana z Gouverneto) i docieramy wreszcie do pozostałości monastyru Katholiko.

Klasztor Katholiko zaliczany jest do najstarszych klasztorów na Krecie. Jego historia sięga XI wieku, kiedy święty Jan Pustelnik mieszkający w jaskini w wąwozie założył małe zgromadzenie. Po jego śmierci klasztor był wciąż rozbudowywany przez kolejnych pustelników. Obecne pozostałości zabudowań są znacznie późniejsze - pochodzą z XV i XVI wieku. W XVIw. mnisi, zmęczeni częstymi atakami piratów arabskich, opuścili klasztor i przenieśli się do położonego wyżej Gouverneto. Do Katholiko dociera niewielu turystów - byliśmy tam prawie sami, a wokół panowała niczym nie zmącona cisza. Taki spokój znika tu tylko raz w roku, gdy odprawiane są nabożeństwa ku czci świętego Jana Pustelnika (6-7 października). Najbardziej zaskakuje nas kościół, który skryty jest w jaskini, za ozdobnym, renesansowym portalem. Imponująco wygląda również szeroki na 10 metrów most, wysoko zawieszony nad wąwozem. W jego filarach znajdowały się pomieszczenia magazynowe oraz cysterna. W planie mieliśmy zejście przy moście na dno wąwozu i dojście nim do morza. To raczej szlak dla kóz (najpierw usłyszeliśmy, a później zobaczyliśmy jedną) niż dla ludzi, ale da się zejść. Choć tu już zdecydowanie sandały nie są dobrym pomysłem. Szacowaliśmy, że dojście wąwozem do plaży zajmie co najmniej 30 minut, potem kąpiel i powrót do Gouverneto - w sumie ponad 2 godziny. Tyle czasu niestety nie mieliśmy. Może następnym razem pominiemy klasztory i zejdziemy wprost do plaży... I pewnie odwiedzimy też pobliską (zobacz na mapce) plażę Stavros, na której kręcona była finałowa scena filmu Grek Zorba.

* * *

Chyba już nie muszę nikogo przekonywać do zwiedzania klasztorów „Kreteńskiej Świętej Góry”. Zachwycających swym pięknem, atrakcyjnym położeniem, a przede wszystkim spokojem. W porównaniu do poprzednich wyciecieczek: Chania, Rethymnon, Santoryn czy Samaria, na których szło się cały czas wśród ludzi, często wręcz w tłumie, tu praktycznie byliśmy prawie sami. Wokół słychać było tylko szum wiatru i śpiewy cykad. Choć przez kilka godzin była to zupełnie inna Kreta...

wstecz dalej

 
STAT4U