Zwiedzanie nomosu (województwa) Pieria, a w szczególności masywu Olimpu. Spacer wąwozem Enipeas

 

Olimp i Pieria

Po kilku dniach smażenia się na słońcu wybraliśmy się na pierwszą wycieczkę zorganizowaną przez lokalne biuro podróży Sytraki Travel. Mieliśmy do dyspozycji klimatyzowany autobus, choć z  otwartym jednym oknem - kierowcy, który prawie cały czas palił jednego papierosa za drugim. To taki grecki "zwyczaj." W planie mieliśmy zwiedzanie nomosu (województwa) Pieria, a w szczególności masywu Olimpu. Pierwszą atrakcją wycieczki była krótka przerwa - autobus musiał przpuścić stadko kilkudziesięciu kóz prowadzonych przez pasterza i jego psy. Przemaszerowały przez drogę, jakby była ich własnością. Niestety nie zdążyłem wyjąć aparatu. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do miasteczka Litochoro, leżącego u stóp Olimpu, na wysokości prawie 300 m n.p.m. Miejscowość ta jest bazą wypadową na szczyty. Nie ma tu praktycznie żadnych zabytków, a z ciekawostek jest tylko duża baza wojskowa (pancerniacy). Dalej wąska, asfaltowa "serpentyna" prowadziła już stromo pod górę. Przemierzając niższe partie Olimpu dotarliśmy do schroniska w miejscu zwanym Stavros (Krzyż), znajdującego się na wysokości 940 m n.p.m. Droga asfaltowa biegnie jeszcze kawałek dalej do miejsca nazywanego "Prionia" i dalej można wędrować tylko szlakami. Dzięki pięknej pogodzie, ze schroniska rozpościerał się wspaniały widok na pokryte śniegiem najwyższe szczyty Olimpu z jednej strony i wybrzeże Morza Egejskiego z drugiej. Zapewne z samego szczytu widoki są jeszcze wspanialsze.

Wbrew temu czego uczą w Polsce na lekcjach geografii (przynajmniej za moich czasów), Olimp nie jest szczytem tylko rozległym masywem górskim (25 na 28 km) o powierzchni 1.272 km2. Jest to najwyższy masyw Grecji, malowniczo położony w otoczeniu równin i morza. Najwyższym szczytem jest Mitikas liczący 2.917 m n.p.m. (podobno ostatnie pomiary wykazały, że jest o jeden metr wyższy). Po raz pierwszy ludzie dotarli na szczyt w 1913 roku - wcześniej urzędowali tam tylko bogowie, pod wodzą Zeusa. Od 1937 r. teren Olimpu obejmuje Park Narodowy (pierwszy w Grecji). Chroni on niebywałe bogactwo fauny i flory oraz krajobrazu. Na terenie parku rośnie ponad 1700 gatunków roślin. Drzewostan stanowią głównie sosny, buki, dęby, kasztany i platany, a nawet wiekowe cisy. Żyje tu wiele zwierząt: kozice, sarny, szakale, lisy, dziki, borsuki i wilki, a także wiele gatunków ptaków drapieżnych. Występuje tu też duża różnorodność motyli. Większość z gatunków fauny i flory nie występuje w innych rejonach Grecji. Ze względu na trudną dostępność szlaki na szczyt nie są tak oblężone jak w Tatrach i nie są tak dobrze oznakowane. Piesza wycieczka z Litochoro na szczyt zajmuje od 6 do 8 godzin, tak więc trudno jest zdobyć Olimp w ciągu jednego dnia. Można jednak przenocować w jednym z kilku schronisk, z których najwyższe położone jest na wysokości 2.760 m n.p.m. i może pomieścić prawie 100 osób. Można też dojechać samochodem do Prionii (1.100 m n.p.m., jest tam parking) i stamtąd próbować pokonać szczyty jednego dnia, ale jest to poważne wyzwanie i wiąże się z forsownym marszem.

Ze schroniska powróciliśmy tą samą krętą drogą do Litochoro i udaliśmy się na pieszy spacer do wąwozu Enipeas. Wąwóz Enipeas jest końcową częścią ponad 10 kilometrowej długości doliny Mavrologos, która w górnych partiach sięga najwyższych szczytów masywu. Wylot wąwozu znajduje się na granicy miasta, tuż za ostatnimi zabudowaniami. Przez wąwóz wiedzie jeden z najpopularniejszch szlaków na najwyższy szczyt masywu Olimpu - Mitikas. Ścieżka widokowa do wodospadów prowadzi akweduktem na wysokości kilkudziesięciu metrów. Akwedukt w postaci betonowego, zakrytego kanału o szerokości nieco ponad metr, wciśnięty jest w skaliste zbocze. Jest to dość łatwa droga (spacerowa), w dodatku prawie na całej długości jest metalowa barierka, więc natknęliśmy się tam na tłumy osób w różnym wieku. Chwilami trzeba było się zatrzymywać, aby przepuścić turystów wracających do Litochoro. Polska mowa nie należała tu do rzadkości. W miarę posuwania się naprzód wąwóz staje się coraz ciaśniejszy i prowadzi "zygzakiem" pomiędzy wysokimi i stromymi skałami. Niestety zdjęcia nie są w stanie oddać tej perspektywy - widoki były fascynujące, zwłaszcza widoczne w oddali wysokie szczyty. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do końca ścieżki. Znajdowały się tam wodospady i kilka wymytych w skale dna rzeki zagłębień. Dwa największe z nich to Wanny Afrodyty - mieniące się w promieniach słońca zielonkawą, krystalicznie czystą wodą. Z powrotem niestety wracaliśmy tą samą ścieżką. Masyw Olimpu to ciekawy "obiekt", choć moim zdaniem daleko mu do tatrzańskich perci i dolin, a Wanny Afrodyty nie umywają się do tatrzańskich potoków (choćby Białego). Najciekawszą rzeczą Olimpu jest chyba jego położenie - nad samym brzegiem morza oraz mały ruch na wysokogórskich szlakach.

Z Litochoro pojechaliśmy autostradą na południe, a następnie skręciliśmy ponownie w kierunku masywu Olimpu. Wąską, krętą drogą dotarliśmy do leżącej na wysokości około 400 m n.p.m. wioski Agios (Święty) Pandeleimonas. Mieszkańcy tej niewielkiej osady trudnili się jeszcze niedawno pasterstwem i rolnictwem. Jednak z czasem zanikło zapotrzebowanie na taką produkcję. Ponieważ do szkoły czy obiektów handlowych było daleko, ludność wioski zaczęła migrować do niżej położonych miejscowości. Na nizinie powstała nowa wioska Neos (Nowy) Pandeleimonas. Stara wieś zaczynała się wyludniać, a domy popadac w ruinę. Obecnie następuje renesans Agios Pandeleimonas. Sprowadzają się tam bogaci Grecy, głównie z Salonik. Kupują opuszczone i często zrujnowane domostwa i odbudowują je w piewrotnym stylu - jako kwatery odwiedzane w czasie urlopu czy w weekendy. Zabudowa wioski jest bardzo gęsta, uliczki są wąskie, pokryte nierównym brukiem. W centrum wioski znajduje się kościół oraz małe źródło, a pod "dachem" z drzew kilka tawern i restauracji, w których Grecy z "doliny" spędzają wieczory. Zazwyczaj jest tam spokojnie, lecz my trafiliśmy w czasie święta (dzień wolny) więc było tam niezwykle tłoczno i gwarno. Jednak w zwykłe dni, wieczorami musi tam być niezwykle nastrojowo, choć pewnie nie tak, jak jeszcze 2 lata temu, kiedy wioska nie miała jeszcze prądu.

Wracając do hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w nadmorskim miasteczku Platamonas wybudowanym w miejscu starożytnego Iraklionu. Obecnie to dość duży i prężny kurort nad którym górują dobrze zachowane ruiny średniowiecznego zamku. Zamek powstał na początku  XIII w., po zburzeniu przez Franków Konstantynopola. Jego władcą był feudalny król Salonik - Bonifacy de Montferrat. Twierdza miała pilnować przejścia między górami a morzem, w kierunku Grecji Południowej. Razem z warowniami półwyspu Kassandra na Chalkidiki mógł trzymać pieczę nad całą Zatoką Termajską. Zamek, podobnie jak okoliczne tereny, przechodził na przestrzeni wieków z rąk do rąk i był kilkakrotnie przebudowywany - posiada zarówno cechy stylu bizantyjskiego jak i frankońskiego

Późnym popołudniem zmęczeni zwiedzaniem i silnym upałem, pełni wrażeń dotarliśmy do hotelu.

wstecz dalej

 
STAT4U