Hotel Pappas na przedmieściach Loutraki

 
 
 

Hotel i okolica

Lokalizacja

Loutraki to jedna z najstarszych i najbardziej znanych miejscowości uzdrowiskowych w Grecji. Leży w zachodniej części Przesmyku Korynckiego (Isthm), nad Zatoką Koryncką, u stóp gór Gerania, zaledwie 80 km od Aten i kilka kilometrów od Kanału Korynckiego. Znana i odwiedzana była już w starożytności - za sprawą leczniczych wód mineralnych (o mniej lub bardziej intensywnym słonawym smaku). Dlatego praktycznie nie korzysta się tu z wody butelkowanej - można bez obaw pić tę pochodzącą z kranu. Taka woda podawana jest również w hotelu. W kilku punktach miasta znajdują się kraniki z lekko słoną wodą źródlaną. Natomiast w pijalni wód (okrągły budynek przy wjeździe do miasta od północnego-zachodu), otwartej w dziwnych godzinach, woda jest już mocno słona. Tuż obok pijalni jest kilka kafejek pod gołym niebem, romantycznie położonych przy wodospadach, w których woda spływa po stromym, skalistym zboczu. Wieczorem wszystko to jest podświetlone, a czasem odbywają się tu jakieś kameralne imprezy.

W Loutraki znajduje się największe skupisko hoteli nad całą Zatoką Koryncką, m.in. luksusowy Club Hotel Cassino z przylegającym doń najstarszym kasynem w Grecji. W 1981 roku miasto bardzo ucierpiało z powodu trzęsienia ziemi, dlatego większość obecnych budynków, to zbudowane po tym wydarzeniu betonowe „klocki”. Leżące po drugiej stronie kanału współczesne miasto Korynt jest co prawda większe, ale nie ma zupełnie turystycznego charakteru. To raczej ośrodek przemysłowy. Dlatego to Loutraki pozostaje turystycznym centrum regionu. Jest czasem postrzegane jako graniczne miasto metropolii ateńskiej - wielu Ateńczyków mieszka tu na stałe lub sezonowo. Jest też doskonałą bazą wypadową do Aten, Delf oraz miasteczek Argolidy (Nafplion, Epidauros, Mykeny i Korynt) czy dalej na Peloponezie. Do części z tych miejsc jeżdżą bezpośrednie autobusy KTEL z Loutraki, a do innych autobusy lub pociąg z odległego o niecałe 10 km Isthmu, do którego autobus z Loutraki jeździ co 0,5h albo co 1h - w zależności od pory dnia.

Hotel Pappas położony jest and samym morzem, dwa kilometry na północny-zachód od centrum miasta Loutraki, przy drodze do Perachory. Aby dojść pieszo z hotelu do miasteczka, najpierw trzeba przejść kawałek pod górę, stromym zjazdem z szosy do hotelu, ale potem idzie się cały czas w dół, dość ruchliwą drogą asfaltową bez pobocza (niestety powrót do hotelu jest pod górę). Po około kilometrze zaczyna się chodnik biegnący wzdłuż morza, a kawałek dalej wysadzana palmami aleja - jednak to jeszcze nie jest promenada. Pierwsze sklepy są ok. pół kilometra dalej, kawałek za wodospadami i pijalnią wód, a do nadmorskiej promenady z licznymi sklepami kafejkami, tawernami itp. z hotelu są ponad 2 km (25min). Tak więc informacja na stronie Rainbow Tours mówiąca o 600 metrowej odległości od hotelu do promenady jest błędna. Idąc dalej promenadą, a potem drogą wzdłuż wybrzeża (Poseidonos) można dotrzeć do północnego krańca Kanału Korynckiego, przez który przebiega tam zwodzony most - Poseidonia Bridge. Jest on odległy od hotelu o niecałe 6 km - spacer zajmuje około 80-90 minut i w słońcu jest dość męczący.

Obiekt hotelowy

Trzypiętrowy główny budynek hotelu położony jest w uroczym ogrodzie pełnym palm, drzewek cytrusowych czy bananowców. Główna część ogrodu znajduje się nad basenem i tam stoi jeszcze jeden, mniejszy budynek - tylko z pokojami. Tradycyjnie sporo było kolorowych krzewów bugenwilli, ale tym razem widzieliśmy nietypowe: na tej samej gałęzi przylistki miały różne kolory, a nawet pojedyncze przylistki były dwubarwne. Z tarasów hotelu i z samej plaży rozciąga się piękny widok (również nocą) na południowy skrawek Zatoki Korynckiej - miasto Loutraki i Korynt oraz górujący nad nim Akrokorynt. Przy użyciu lornetki lub aparatu z długim zoomem można dojrzeć falochrony u wejścia do Kanału Korynckiego czy mury Akrokoryntu.

Sam hotel nie prezentuje się z zewnątrz zbyt atrakcyjnie - prostopadłościan przypominający blok lub domy wczasowe z PRL. W środku wygląda dużo lepiej, choć odświeżenie by mu nie zaszkodziło (ostatni remont w 2004 r.). Ale wszędzie jest czysto, a obsługa była miła i przyjaźnie nastawiona. Pokoje w budynku głównym są na piętrach 1-3, na parterze jest recepcja, lobby, bar, kącik internetowy i mikroskopijny sklepik (napoje, słodycze, pocztówki i trochę pamiątek). Bezpłatny internet Wi-fi ma zasięg tylko w pobliżu recepcji. Przedłużeniem lobby jest oddzielona ruchomymi ściankami sala konferencyjno-bankietowa. Na tym poziomie jest również taras ze stolikami, z widokiem na morze, biegnący przez całą długość budynku. Poniżej recepcji znajduje się restauracja i jej zaplecze, natomiast na najniższym poziomie pomieszczenia gospodarcze. Kondygnacja ta jest na poziomie basenu i stąd już tylko kilka stopni prowadzi do plaży. Wszystkie piętra hotelu są skomunikowane windą, którą można łatwo dostać się z pokoi do basenu czy plaży.

Wygodne pokoje sprzątane były codziennie, a pościel zmieniana co kilka dni. Bez dodatkowych opłat można w pokoju korzystać z TV, sejfu i lodówki (działa bezdźwięcznie). Jedyny minus to centralnie regulowana klimatyzacja - można ją tylko włączyć i wyłączyć, ale na szczęście nie wyłączała się sama po uchyleniu okien. Co ciekawe w pokojach były również kaloryfery - zapewne obiekt jest używany przez cały rok, inaczej niż na wyspach, gdzie poza sezonem życie zamiera. Hotel usytuowany jest równolegle do plaży więc połowa pokoi jest z widokiem na morze (strona południowa), a druga połowa ma okna i balkony wychodzące na ogród i góry Gerania. My mieszkaliśmy od tej drugiej strony i początkowo wydawało mi się, że lepiej byłoby mieć widok na morze. Jednak dzięki temu pokój nie nagrzewał się tak bardzo od słońca. Generalnie stan hotelu i wyposażenie odpowiadało dokładnie opisowi w katalogu Rainbow Tours - na miejscu nic nie było ani lepiej ani gorzej od tego opisu - po prostu *** i nic poza tym. Ale nam taki standard w zupełności odpowiadał.

Wyżywienie

Jedzenie w hotelu było bardzo smaczne, ale mało urozmaicone. Na śniadania (7:00-10:00) było codziennie to samo - na ciepło tylko jajecznica i kiełbaski. Do tego różnorodne (świeże!) pieczywo, ser, wędliny, mleko, jogurt, płatki itp. Z lunchu (13:00-13:30) korzystała tylko niewielka grupa turystów z Polski, posiadająca opcję all inclusive light, więc był on bardzo skromny - praktycznie jedno-dwa dania na ciepło i trochę surówek. Ale codziennie było coś innego, więc nie mogliśmy narzekać. Jedynie krótki czas serwowania tego posiłku może sprawiać pewne problemy. Natomiast na kolację (19:30-21:30) - dla większości gości była to obiadokolacja - mieliśmy już znacznie więcej dań i sałatek oraz ciasta i owoce. Co ciekawe - prawie nie było ryb i owoców morza, a tzatziki pojawiły się tylko trzy razy, a nie jak zwykle codziennie. Do kolacji serwowano 0,5 litra wina na dwie osoby, albo soki czy herbatę. Wina były różne - od bardzo wytrawnego białego, przez nieco mniej wytrawne czerwone do łagodnego różowego. Restauracja Diogenes jest dość duża i nie było nigdy problemów ze znalezieniem wolnego stolika. Dodatkowo kilka stolików znajduje się na tarasie, ale siadaliśmy tam tylko podczas śniadań, kiedy jeszcze nie było gorąco. Na tarasie zawsze kręciło się kilka kotów, przeganianych przez obsługę, a dokarmianych przez gości.

Poza trzema podstawowymi posiłkami w ofercie all inclusive light dostępny był bar przy lobby otwarty przez godzinę przed południem i dwie po południu. Za darmo była tam kawa, herbata i soki oraz piwo, wino i ouzo oraz lody i ciastka. Natomiast wszystko inne napoje (np. grecką kawę frappé) serwowano już odpłatnie. Niestety bar przy plaży nie jest objęty ofertą all inclusive. Ogólnie all inclusive light jest dość skromne, bardziej pasowało by określenie: „rozszerzone 3 posiłki”, ale było to zgodne z opisem w katalogu biura podróży, więc nie byliśmy ani zdziwieni ani rozczarowani. Jednak niektórym turystom z Polski bardzo się to nie podobało. Goście bez lunchu zawartego w cenie hotelu mogli go bez problemu zamówić w tawernie Apolafsi znajdującej się poza budynkiem głównym, w ogrodzie, z widokiem na Zatokę Koryncką.

Basen i plaża

Basen jest niewielki, bez brodzika, ze słoną, lekko chlorowaną wodą (cieplejszą niż w morzu). Leżaki wokół basenu są w cenie i nie były jakoś bardzo oblężone - nawet w środku dnia było sporo wolnych, bo większość gości wybierała ciepłe morze. Zwrócona na południe plaża niestety jest dość wąska i jak zwykle w Grecji żwirowo-kamienista, a częściowo betonowa. Prawie na całej długości na dnie są kamienie wielkości orzech-mandarynka więc przydaje się obuwie do wody. Tylko na małym odcinku, na środku plaży, dno jest pokryte grubym żwirem i daje się swobodnie wejść do wody bez obuwia. Dno morskie początkowo opada stosunkowo łagodne, ale potem już dość szybko. Większa część kąpieliska jest bez jeżowców, jednak przy betonowym molo widać ich już sporo. Generalnie morze, jak to w Grecji, było super - cudownie niebieskie, krystalicznie przezroczyste i ciepłe (ok. 25-26°C). Trochę brakowało nam piaszczystego zejścia do wody. Wiem, że to w Grecji rzadkość, ale przy poprzednich wyjazdach (poza Kos) staraliśmy się wybierać hotele z bardziej przyjazną dla stóp plażą. Ale nie był to dla nas jakiś większy problem, chociaż osobom wybierającym się z małymi dziećmi nie polecam tego hotelu - właśnie ze względu na plażę i brak brodzika przy basenie.

Leżaki i parasole na plaży dla gości hotelu są bezpłatnie i rano, nawet dopiero po śniadaniu oraz po południu, nie było żadnych problemów ze znalezieniem wolnych. Jednak w samo południe przeważnie wszystkie były już zajęte. Sporą zaletą jest możliwość zjechania windą prawie do poziomu plaży - można więc bez problemu dostać się wprost z hotelu nad morze czy nad basen w samym stroju kąpielowym. Niestety, tak jak pisałem wcześniej, duży bar przy plaży nie jest objęty ofertą all inclusive, więc musieliśmy chodzić po napoje do baru przy lobby.

Na plaży hotelowej nie było możliwości wypożyczenia żadnego sprzętu wodnego - jedyna możliwość to skorzystanie z wypożyczalni przy plaży w centrum Loutraki albo własnych materaców. Tradycyjnie już miałem ze sobą maskę do nurkowania - ryb było dość dużo, zwłaszcza wokół skał czy molo, ale nie miały takich fantastycznych kolorów jak te na Krecie. Ze względu na skały nie ma też możliwości pospacerowania dalej od hotelu wzdłuż morza - zatoczka, przy której leży hotel, jest w naturalny sposób oddzielona skałami od reszty wybrzeża. Co miało też swoją zaletę - plaża była tylko dla gości hotelu, praktycznie nie było szans na wtargnięcie intruzów z zewnątrz.

Atmosfera w hotelu

Loutraki to miejscowość odwiedzana od lat głównie przez Greków i Włochów, a od niedawna również Rosjan. Podobnie też było w hotelu Pappas - większość gości stanowili Grecy, potem Rosjanie i Polacy. Kilka razy słyszeliśmy język niemiecki, ale tych turystów było bardzo niewielu. Uderzająca w hotelu była atmosfera spokoju. Chyba głównie dlatego, że przyjeżdża tu niewiele rodzin z dziećmi, bo infrastruktura hotelu (brak brodzika, placów zabaw) czy kamienista plaża do tego nie zachęcają. Po raz pierwszy naszemu wypoczynkowi nie towarzyszyła głośna i czasem nachalna animacja. Jedynymi dźwiękami na plaży, oprócz szumu morza i kołyszących się na wietrze palm, była spokojna muzyka dobiegajaca z baru. Obsługa hotelu była uczynna i przyjaźnie nastawiona do wszystkich gości. Personel swoje czynności starał się wykonywac dyskretnie, tak że prawie się go nie zauważało. Jedynie starszy Grek, zapewne właściciel lub menedżer hotelu, kręcił się po całym bydynku i chyba nie tyle kontrolował pracowników, co starał się pokazać gościom, że są pod jego opieką. Wyraźnie dało się zauważyć bliskość pomiędzy nim a pewną rodziną rosyjskojęzyczną, traktowaną w specjalny sposób przez cały personel.

Dwa razy w tygodniu można było zobaczyć pracowników hotelu podczas greckich tańców narodowych. Raz miało to miejsce podczas wieczoru greckiego, a drugi raz w ramach nauki tych tańców.

wstecz dalej

 
 
LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK