Wycieczka po Zatoce Laganas w poszukiwaniu żółwi Caretta- Caretta

 

Żółwie Caretta caretta


wycieczka Rejs na żółwie z Zante Magic Tours

Żółwie Caretta caretta

Caretta caretta to jedyne z żółwi morskich które rozmnażają się w Morzu Śródziemnym. To dość duże gady - przeciętny rozmiar skorupy ma ok. 120 cm długości, a masa przekracza 100 kg. Ich głównym pokarmem są małe zwierzęta morskie: ryby, kraby, małże a zwłaszcza meduzy. Tylko sporadycznie jedzą rośliny i glony. Cechą charakterystyczną żółwi morskich są kończyny przekształcone w płaskie wiosła - przednie służą do napędu, a tylne pełnią funkcje steru. Górna część skorupy jest brązowa, a dolna (plastron) żółtawa. Żółwie morskie nie mogą wciągnąć głowy, ogona i kończyn do skorupy, przez co są bardzo narażone na zranienia przez śruby łodzi - co rzeczywiście często ma miejsce.

Największym siedliskiem żółwi w basenie Morza Śródziemnego są Wyspy Jońskie, a leżąca na południu wyspy Zakynthos zatoka Laganas, jeszcze do niedawna była ich ulubionym miejscem składania jaj. Szacuje się, że obecnie składa je tu około 700-800 żółwic, podczas gdy na początku lat '90 ubiegłego wieku mogło ich być ponad dwa razy tyle. Całe życie spędzają samotnie w morzu, z dala od lądów, a jedynie samice na krótki czas wychodzą na brzeg w celu złożenia jaj. Kierując się polem magnetycznym Ziemi samice odbywają długie wędrówki do miejsca swego urodzenia aby tam złożyć jaja. Upodobały sobie piaszczyste zatoczki Wysp Jońskich, które niestety są też atrakcyjne dla turystów. Dlatego rozwój turystyki przyczynił się istotnie do zmniejszenia liczby tych gadów w Morzu Śródziemnym.

W  czerwcu i lipcu samice docierają do plaż Zakynthos. Po wyjściu z wody poruszają się powolnie i niezdarnie - są tu bezbronne. Podczołgują się poza strefę przyboju morza, gdzie samica znajduje odpowiednie miejsce i zaczyna przy pomocy tylnych odnóży kopać dołek, do którego składa 120-150 jaj wielkości piłeczki pingpongowej, a następnie przykrywa je warstwą piasku. Cała operacja zajmuje jej ok. 8 godzin, po których wraca do morza. Ciepło potrzebne do inkubacji jaj pochodzi ze słońca. Małe, kilkucentymetrowe żółwiki wylęgają się po niecałych 2 miesiącach - od początku sierpnia do połowy września - i pełzną do morza.

Zagrożenie podczas rozmnażania czyha już w momencie, kiedy żółwice wychodzą na ląd. Hotele i infrastruktura turystyczna, a także sami turyści spacerując plażą po zmroku mogą wystraszyć samice, które albo uciekną do morza i nie złożą jaj, albo złożą je zbyt blisko wody. Przez blisko dwa miesiące jaja są zagrożone uszkodzeniem przez turystów. Również po wykluciu małe żółwiki mogą zostać zdezorientowane światłami hoteli czy tawern i zamiast do morza pełzną w głąb plaży, gdzie giną z wyczerpania. Dzięki staraniom miejscowego Towarzystwa Ochrony Żółwi Morskich, walczącego z przemysłem turystycznym, w zatoce Laganas w 1999 r. utworzony został Morski Park Narodowy Zakynthos. Ma on na celu ochronę plaż wylęgowych żółwi Caretta caretta oraz ochronę biotopu i populacji występującej tu foki - mniszki śródziemnomorskiej. Ograniczono rozwój infrastruktury turystycznej nad zatoką, ustalono też strefy zakazu ruchu łodzi motorowych, a także ograniczono dostęp do plaży po zmroku ("godzina policyjna"). Zakazano także lotów samolotów nocą. W oznaczonych miejscach gniazd nie wolno wbijać w piasek parasoli i parawanów. Te i inne działania są szansą na zahamowanie spadku populacji żółwi morskich na Wyspach Jońskich.

Rejs po Zatoce Laganas

Byliśmy na Zakynthos na początku sierpnia - samice po złożeniu jaj zapewne opuściły już zatokę Laganas. O tej porze większe jest prawdopodobieństwo spotkania rankiem na plaży świeżo wyklutych żółwików, niż dorosłych osobników w zatoce. Ale mimo wszystko decydujemy się na rejs po zatoce zorganizowany przez znane nam już polskie biuro ZMT. Zwłaszcza że oprócz tropienia żółwi, w programie są dwa postoje na kąpiel. Autokarem docieramy do portu Agios Sostis, leżącego niedaleko kurortu Laganas, gdzie przesiadamy się do dużej motorówki. Zaraz po wyruszeniu z portu mijamy wyspę o tej samej nazwie co port. Od południa wysepka ma głęboko wciętą zatokę, dzięki której wygląda jak podkowa. Przy maleńkiej plaży mieści się tawerna. W północnej części wyspa połączona jest z portem... długim (ok. 100m) drewnianym pomostem o bardzo wątłej konstrukcji.

Kierujemy się na południe - ku przylądkowi Keri. Formacje skalne nabrzeża są fascynujące. Na skałach, u podnóża klifu dostrzegamy rybaka. Ciekawe, w jaki sposób dotarł w to - zdawałoby się - niedostępne miejsce. Liczne groty i jaskinie Keri, podobnie jak na południowym krańcu wyspy, zachwycają niebieską, niewiarygodnie krystalicznie czystą wodą. Jest tu również grupa jaskiń określana, podobnie jak na północy, nazwą Blue Caves, ale są one mniej efektowne, gdyż skały tu nie są tak jasne. Docieramy do najdalej wysuniętej na południe części Zakynthos. W małej zatoczce, u podnóża wysokiego, pionowego klifu znajduje się malutka kamienista plaża. Kapitan rzuca kotwicę nieopodal brzegu i... daje hasło do krótkiej, 10-minutowej kąpieli. Z ponad 40 pasażerów na skok do wody decyduje się tylko kilka osób - wśród nich my. Dzięki niezwykłej przejrzystości wody, dno wydaje się być na wyciągnięcie ręki, więc dla pewności pytam kapitana o głębokość. Ponad 2 metry - wystarczy. Podpływamy do brzegu i leżąc na plecach wpatruję się w wysoki klif nade mną. Co ciekawe, skała nie jest pionowa, tylko lekko pochylona u szczytu w stronę morza. Patrząc w niebo wygląda to, jakby górna część klifu wisiała na moją głową - niesamowite wrażenie. Niestety nasz "piknik pod wiszącą skałą" nie trwa długo - kapitan daje sygnał do powrotu.

Płyniemy z powrotem - na północ, wzdłuż niesamowitych urwisk i łuków skalnych przylądka Keri. Naszym kolejnym miejscem postoju i kąpieli jest bezludna wysepka Marathonisi. Słynna nie tylko z tego, że kształtem przypomina ogromną samicę żółwia, lecz również dlatego, że jest to obecnie główne miejsce lęgowe Caretta caretta. Nie ma tu tak szerokiej plaży jak na stałym lądzie, ale jest coś cenniejszego dla żółwi - spokój. Niemal cała wysepka porośnięta jest lasem sosnowym. W południowej części znajdują się jaskinie, do których można zarówno wejść jak i wpłynąć. Przy odrobinie szczęścia, w okresie składania jaj można, nurkując w maskach, zobaczyć żółwie w ich podwodnym świecie. Nasza łódź kieruje się do północnego, piaszczystego cypla, gdzie mamy kolejny, tym razem znacznie dłuższy postój. Musimy ograniczyć nasze plażowanie do kilkumetrowego pasa wzdłuż wody - dalej "rządzą" żółwie. Pod lasem widać altankę - czuwają w niej wolontariusze pilnujący, aby turyści nie wchodzili w pobliże oznaczonych palikami gniazd żółwi. Kilkanaście metrów od brzegu dno gwałtownie opada - widać to z brzegu jako skokową zmianę odcienia wody. Zanurkowałem trochę w tym miejscu, gdyż było tam dużo kolorowych rybek. Niestety dość szybko musiałem się wycofać, bo równie dużo było meduz. Dla spragnionych i głodnych codziennie na wyspę przypływa bar.

Na koniec rejsu pozostała nam tytułowa atrakcja - żółwie. Kapitan podpłynął łodzią bliżej strefy zakazanej dla motorówek i zaczął krążyć powoli w poszukiwaniu żółwi. W pobliżu były jeszcze dwie podobne łodzie i... turyści na pontonie. Zabiegi kapitana w końcu okazały się skuteczne - kilkakrotnie widzieliśmy żółwia, być może ciągle tego samego. Niestety gad przeważnie pływał tuż pod powierzchnią wody więc trudno mu było zrobić zdjęcie. Kilka razy wynurzył się dla zaczerpnięcia powietrza - podobno żółwie te są w stanie nurkować nawet do 3 godzin. W porównaniu do lądowych żółwi, które na co dzień można spotkać w sklepach zoologicznych, rzeczywiście był wielki. Sądzę, że mógł mieć około metra długości. A drugiego żółwia zobaczyliśmy w porcie, kiedy po 3 godzinach rejsu dobijaliśmy do brzegu.

Czy byliśmy rozczarowani, że zobaczyliśmy tylko dwa? Może trochę tak. Ale z drugiej strony, to już nie była pora składania jaj i nic dziwnego, że większość samic powróciła na pełne morze. Wcale nie liczyliśmy na stado żółwi które by specjalnie pływało na powierzchni, aby pozować do zdjęć... ale mogło ich być trochę więcej. Niemniej uważam wycieczkę za udaną - pod względem organizacyjnym organizator - ZMT znów spisał się dobrze. Bo choć według nazwy był to "Rejs na żółwie", to mieliśmy tam również inne atrakcje - wspaniałe krajobrazy, kąpiele w krystalicznej wodzie i ogólnie relaks. Jednak w porównaniu do poprzedniej wycieczki, czuliśmy pewien niedosyt informacyjny. Nasza pilotka - Marta - ograniczała się tylko do tłumaczenia skromnych opowiastek kapitana. A myślę, że większość osób na łodzi chętnie usłyszała by coś więcej. Ważne jednak, że tworzyła dobrą atmosferę - tak nam się przynajmniej wydaje.

wstecz dalej

 
STAT4U