Wycieczka objazdowa po całej wyspie Kos.

 

Zwiedzanie wyspy

Na zwiedzanie wyspy planowaliśmy wybrać się wynajętym autem. Ale okazało się, że na Kos łatwiej wypożyczyć skuter, rower czy quada niż samochód. Na wybrane auto musielibyśmy czekać 4-5 dni, więc skorzystaliśmy z oferty rezydentki TUI i wybraliśmy się na wycieczkę fakultatywną. I co dla nas było istotne - z polskim przewodnikiem.

Asklepiejon

Niecałe 4km od miasta Kos znajdują się ruiny Asklepiejonu - miejsca kultu Asklepiosa, jednego z trzech w Grecji. Sanktuarium powstało w IVw. p.n.e., po śmierci Hipokratesa, ale zapewne uczono tu medycyny i leczono zgodnie z jego teoriami. Początkowo było to miejsce wypoczynku i rekonwalescencji, później zaś stało się szpitalem i uzdrowiskiem. Położone wśród drzew, na trzech sztucznych tarasach wyciętych w zboczu góry z przepięknym widokiem na wybrzeże Turcji. Na najniższym tarasie, niezbyt gęsto zabudowanym, znajdowały się źródła wód leczniczych i budynki związane bezpośrednio z leczeniem chorych. 4 razy w roku odbywały się tu Asklepieja - uroczystości i zawody sportowo-muzyczne ku czci boga-uzdrowiciela. Na środkowym poziomie w centrum stał ołtarz ofiarny Asklepiosa (najstarszy obiekt sanktuarium), a po bokach dwie świątynie - ku czci Asklepiosa (jońska) i Apollina (koryncka). Do trzeciego poziomu prowadziły monumentalne schody, dobrze zachowane do dzisiaj (w przeciwieństwie do innych obiektów). Na dziedzińcu otoczonym w kształcie podkowy doryckim portykiem kolumnowym stała wielka świątynia ku czci Asklepiosa (również dorycka) z IIw. p.n.e. Niestety do naszych czasu zachowało się niewiele zabytków - monumentalne schody, długi mur z wnękami w których tryskały lecznicze źródła, podstawy (stylobaty) świątyń. Rzucające się w oczy 7 korynckich kolumn na środkowym tarasie, to rekonstrukcja rzymskiej świątyni z IIw. n.e. Zniszczeń dokonały kilkukrotne trzęsienia ziemi oraz joannici, którzy używali Asklepiejonu jako kamieniołomu. Obecny stan jest wynikiem wykopalisk, prowadzonych przez Włochów w latach '20 ubiegłego wieku. Przyjemność zwiedzania Asklepiejonu skutecznie psuli rozstawieni co kilkadziesiąt metrów strażnicy, którzy gwizdkami upominali turystów nawet za siadanie na murach.

Zia

Jadąc na zachód wyspy, odbiliśmy z głównej drogi na południe i wąską górską serpentyną dotarliśmy do wioski Zia. Jest to jedna z kilku górskich wiosek, zwanych ogólnie Asfendiou. Leżą one na północnym zboczu jedynej na Kos góry - Dikeos. Wioski te są obecnie wyludnione - w Zia mieszka na stałe kilkanaście rodzin. Ale to jedyne miejsce na wyspie, gdzie można zobaczyć jak mieszkali tu ludzie przed nadejściem ery turystycznej i betonowych budowli. Pod warunkiem, że jest się poza sezonem, lub wcześnie rano. Bo w ciągu dnia w sezonie cały urok tego miejsca psują tłumy turystów. Wieczorem potrafi tu przyjechać 6 autokarów, łatwo więc policzyć ilu turystów szwenda się wówczas po ulicach. Największe tłumy są w pobliżu szosy i znajdujących się tu sklepów z pamiątkami. My jednak udaliśmy się trochę wyżej szlakiem prowadzącym na szczyt Dikeos (846m n.p.m.), choć na samą górę nie mieliśmy czasu wejść (2-2,5 godz. w jedną stronę). Ale przynajmniej mogliśmy tu trochę odetchnąć od mas ludzi, spacerując wąskimi ścieżkami pomiędzy starannie utrzymanymi ogródkami zamieszkałych posesji i dziczejącymi tych opuszczonych. Ciekawie ozdobione są ściany małego kościółka w centrum wioski. To co na pierwszy rzut oka wydawało się być freskami, okazało się malowidłami na płótnie, przyklejonym do ścian jak tapeta. Obrazy wyszły spod ręki młodego mnicha, który od lat rezyduje w tej świątyni. Z muru przy kościelnej dzwonnicy rozpościera się wspaniały widok na płaskie północne wybrzeże Kos oraz sąsiednie wysepki - Pserimos i Kalimnos. Zachody słońca muszą tu rzeczywiście wyglądać fantastycznie.

Winnica

Zjeżdżając z Zia z powrotem do głównej drogi zatrzymujemy w winnicy. To nowy zakład ale jego produkty już zdobywają medale na krajowych targach. Generalnie w programie mieliśmy zwiedzanie winnicy oraz degustację i zakup wina. Ale my postanowiliśmy cofnąć się na sam początek procesu produkcyjnego i dokonać degustacji winogron. Były bardzo słodkie i soczyste - chyba najlepsza pora na zbiory. A potem już zgodnie z programem zobaczyliśmy jak winogrona trafiają do maszyny obierającej owoce z gałązek. Owoce wędrują grubymi, elastycznymi rurami do kadzi fermentacyjnych, gdzie w zależności od rodzaju wina, fermentują od kilku do kilkunastu miesięcy. Ostatecznie wino wtrafia do chłodnej piwnicy, gdzie jeszcze jakiś czas leżakuje i dojrzewa. Na koniec wzięliśmy udział w degustacji, próbując zgadnąć, które z podanych win jest aktualnym medalistą. Wiadomo, że taka wizyta w winnicy to znakomity biznes dla właściela, a i przewodniczka też pewnie ma z tego profity. Ale dla wielu turystów, którzy tak jak my nidy nie byli w takim zakładzie, jest to miły i ciekawy przerywnik podczas zwiedzania wyspy.

Kefalos

Główną drogą docieramy do zachodniej części wyspy Kos. Kamari, to kurort stanowiący nadmorskie przedłużenie Kefalos - ostatniej miejscowości na trasie rejsowych autobusów KTEL. To doskonała baza wypadowa na dziki zachodni kraniec Kos zakończony przylądkiem Krikello. Plaża w Kamari była tak piękna, zwłaszcza w porównaniu z kamienistą plażą przy naszym hotelu, że nie mogliśmy powstrzymać się od kąpieli. Łagodne piaszczyste zejście, do wody o wspaniałym niebieskim odcieniu, cudowna wysepka Kastri leżąca kilkaset metrów od brzegu - naprawdę nie chciało się opuszczać tego miejsca. A dalej na wschód plaże są podobno jeszcze piękniejsze - szerokie, piaszczyste z łagodnym zejściem do morza. Niektóre są dosłownie oblężone przez rzędy leżaków z parasolami, ale są i plaże prawie bezludne.

Antimachia

Wracając do Kardameny zatrzymaliśmy się na chwilę w Antimachii. To wioska rozłożona na kilku górskich grzbietach w pobliżu lotniska. Najciekawszym obiektem jest tu dobrze zachowany kamienny wiatrak, z pełnym ożaglowaniem, stojący przy głównej ulicy. Po drodze widzieliśmy więcej takich wiatraków, ale mniej lub bardziej zniszczonych. A ten nadal działa. Można wspiąć się do jego wnętrza i zobaczyć kompletną maszynerię na poddaszu. Czasem jest on uruchamiany, tak że turyści we wnętrzu mogą obserwować jego pracę. Co ciekawe wiatrak ustawia się z wiatrem, a nie jak się powszechnie uważa - pod wiatr. Po drugiej stronie ulicy znajduje się pojedynczy kamienny dom, przerobiony na skansen. Wewnątrz można zobaczyć kompletne wyposażenie izb mieszkalnych i gospodarczych - tak jak mieszkało się na Kos jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Kos to mała wyspa. Aby ją zwiedzić samodzielnie i to nawet dość dokładnie wystarczy kilka dni. Praktycznie jeden dzień można poświęcić na zwiedzanie stolicy i dwa, najwyżej trzy dni na pozostałą część. Nie jest to więc wyspa, na którą można by powracać i za każdym razem odkrywać coś nowego, jak np. na Krecie. Nie ma też niestety zbyt wielu piaszczystych plaż. Ale jak każda z greckich wysp ma swój urok.

wstecz dalej

 
STAT4U