Problemy z imigrantami, którzy w drodze do Europy zalewają wyspy greckie

 

Masowa imigracja

Imigranci i uchodźcy

Od wielu lat do bogatych krajów Europy przybywają imigranci z sąsiednich kontynentów – głównie Afryki i Bliskiego Wschodu. Część z nich to typowi uchodźcy z krajów ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Jednak duża część przybyszów to imigranci ekonomiczni, skuszeni szczodrymi systemami opieki i zasiłkami w takich krajach jak Niemcy, Szwecja czy Wielka Brytania. (W styczniu 2016 r. Komisja Europejska przyznała, że wśród zarejestrowanych w grudniu 2015 r. przybyszów 60% stanowili imigranci zarobkowi.) W drugiej dekadzie XXI w. liczba przybyszów zaczęła jednak niebezpiecznie rosnąć – głównie za sprawą Arabskiej Wiosny Ludów w latach 2010-2013, a następnie ekspansji tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) na terytoria Syrii i Iraku (od 2014 r.) i nasilenia tam działań zbrojnych. Imigranci docierają do Europy głównie dwoma szlakami – przez Włochy, a ściślej: przez niewielką wysepkę Lampedusa, leżącą w połowie drogi pomiędzy wybrzeżem Afryki (Tunezja i Libia) a Sycylią oraz przez Turcję i Grecję. W pierwszych 10 miesiącach 2015 r. szlakami tymi dotarło do Europy 725-750 tysięcy imigrantów - najwięcej, bo ponad 600 tys., przez Grecję. Krótka granica lądowa pomiędzy Turcją a Grecją jest w miarę dobrze strzeżona, więc imigranci przybywają do Grecji przez wąskie na kilka czy kilkanaście mil morskich cieśniny oddzielające wyspy greckie - głównie LesbosKos ale również Chios i Samos - od zachodniego wybrzeża Turcji.

Lesbos - wrota do dobrobytu

Od stycznia do końca sierpnia 2015 r. przez Grecję do Europy przedostało się około 200 tys. imigrantów – głównie przez wyspę Lesbos. Dla wielu tysięcy ludzi, uciekających przed konfliktami i biedą z Bliskiego Wschodu i Afryki, ta położona w pobliżu wybrzeży Turcji wyspa stała się jednym z pierwszych etapów podróży do Europy. Wyspę zamieszkuje obecnie około 86 tys. stałych mieszkańców, więc taki najazd przybyszów był nie lada wyzwaniem i dla władz, i dla mieszkańców. Jednak po tym, jak kanclerz Niemiec oświadczyła, że w jej kraju może znaleźć schronienie nawet kilkaset tysięcy uchodźców, imigranci – głównie Syryjczycy i Afgańczycy – jeszcze tłumniej ruszyli tędy w kierunku Niemiec. Tylko we wrześniu przez Lesbos przewinęło się blisko 100 tys. przybyszów. W październiku było to już około 150 tysięcy i podobnie w kolejnym miesiącu. Na wyspę codziennie przybywały dziesiątki przepełnionych pontonów i łodzi - na pontonie mieści się 60-70 osób, na większych łodziach nawet ponad 200 – co daje blisko 2,5 tysiąca osób dziennie i liczba ta stale rosła.

Uchodźcy byli tam zaledwie kilka dni, po rejestracji przez policję, wzmocnioną posiłkami z innych rejonów Grecji, promami udawali się na stały ląd – do Aten i Salonik, a stamtąd dalej wędrowali na północ. Często jednak uchodźców przybywało więcej, niż Grecy byli w stanie zarejestrować i przewieźć dalej, bywało więc tak, że na wyspie tłoczyło się w straszliwych warunkach nawet kilkanaście tysięcy osób – głodnych, zmarzniętych, a często chorych. Wyspa zamieniła się w wielkie obozowisko i śmietnik. Wielokrotnie dochodziło do starć przybyszów z policją: w połowie września wyposażeni w pałki policjanci i funkcjonariusze straży przybrzeżnej z trudem powstrzymali przeszło dwa tysiące ludzi, którzy chcieli dostać się na przepełniony prom płynący do Aten. Czasem przybyszów na Lesbos zatrzymywały takie problemy jak trwający kilka dni strajk marynarzy – nie należy bowiem zapominać, że Grecja oprócz fali imigrantów ma inne bardzo poważne problemy ekonomiczne.

Śmiertelne żniwo

Jesienią kolejnym problemem stała się pogoda: łodzie docierały na plaże Lesbos w strugach deszczu - niektórzy z imigrantów byli w stanie hipotermii i wymagali pomocy medycznej. Porywisty wiatr i fale wywracały przepełnione łodzie. Pod koniec października grecka straż przybrzeżna uratowała jednego wieczora na Morzu Egejskim 242 imigrantów. Drewniana łódź, którą płynęli, przewróciła się w pobliżu wyspy Lesbos. Potwierdzono śmierć co najmniej 7 osób, a ok. 30 osób uznano za zaginione, bo nie wiadomo dokładnie, ile było na łodzi. W listopadzie straż przybrzeżna uratowała z wywróconej łodzi 27 osób, a co najmniej 14 utonęło, w tym również dzieci. Takich zdarzeń było coraz więcej - według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, w pierwszych 10 miesiącach 2015 r. na Morzu Śródziemnym zginęło 3329 uchodźców (w tym kilkaset u wybrzeży Lesbos) – to więcej niż w całym poprzednim roku.

Rosły też obawy, że coraz gorsza pogoda oraz złe warunki sanitarne w środkach dla uchodźców, mogą doprowadzić do epidemii różnych chorób. W październiku Centrum Kontroli i Prewencji Chorób poinformowało o przypadku 79-letniego holenderskiego turysty, który z objawami typowymi dla cholery, tj. wysoką gorączką i biegunką, został przewieziony z Kos do szpitala w stolicy Grecji. Jak przyznał jeden z greckich urzędników, istniały obawy, że choroba ta może być przenoszona przez falę imigrantów. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) cholera jest niezwykle rzadką chorobą w Grecji, a ostatni jej potwierdzony przypadek odnotowano w 1993 roku. Natomiast na Bliskim Wschodzie zdarza się częściej - we wrześniu WHO potwierdziło pierwszy w Iraku od 2012 roku poważny wybuch epidemii cholery (121 przypadków). Na szczęście obawy te nie potwierdziły się.

Sytuacja wymyka się spod kontroli

Na początku listopada ośrodek dla uchodźców na Lesbos odwiedził premier Cipras, który przyznał wprost, że jego kraj nie radzi sobie z tysiącami migrantów, którzy codziennie na łodziach przybijali do brzegów wyspy. Uchodźcy przebywali w złych warunkach, a na cmentarzach i w kostnicach brakowało już miejsc. Grecy apelowali do Turków o powstrzymanie fali imigrantów jeszcze na ich terenie, ale nie odnosiło to skutków. Problemy wystąpiły nie tylko na wyspach greckich. W Atenach otwierane były kolejne ośrodki dla imigrantów, jednak chwilami sytuacja i tam wymykała się spod kontroli. We wrześniu media donosiły, że na jednym z głównych placów ateńskich – Wiktorii - ponad 2 tysiące imigrantów tłoczyło się na niewielkim skrawku ziemi, który zamienił się w obozowisko. Greckie ministerstwo do spraw migracji szukało nowych miejsc, do których można byłoby przenieść uchodźców - między innymi do nie używanych od Igrzysk Olimpijskich obiektów sportowych, czy na dawne lotnisko w centrum miasta. Przedstawiciel tego ministerstwa oświadczył, że liczba imigrantów, którzy codziennie przybywali do Aten pod koniec 2015 r., przerosła już możliwości tego miasta.

Przyznawane przez ONZ Grecji i innym krajom dotkniętym problemem migracyjnym miliony dolarów to tylko kropla w morzu potrzeb. Przez ostatnie miesiące 2015 roku i na początku 2016 roku przez Grecję i kraje bałkańskie (tzw. „szlak bałkański”) na północ Europy przemieszczało się od 3 do 5 tysięcy imigrantów dziennie. Po zamachach terrorystycznych w Paryżu 13. listopada okazało się, że ich sprawcy – bojownicy z tzw. Państwa Islamskiego, dostali się z Syrii do Europy przez wyspę Lesbos, ukryci wśród mas uchodźców i imigrantów. Ale nawet to tragiczne wydarzenie nie przyczyniło się do uszczelnienia zewnętrznej granicy Unii Europejskiej i do ograniczenia fali imigrantów, która stała się już nie tylko problemem Grecji czy Włoch, ale i kolejnych krajów Europy.

Zamknięcie „szlaku bałkańskiego”

W styczniu 2016 roku nie zanosiło się jeszcze, aby fala imigrantów została szybko powstrzymana. Jednak w połowie lutego 2016 r. państwa położone na tzw. „bałkańskim szlaku migracyjnym” (Macedonia, Austria, Słowenia, Chorwacja i Serbia) wprowadziły bardziej restrykcyjne wymogi dotyczące wpuszczania na swój teren imigrantów. Macedonia zaczęła wymagać nie tylko dokumentu, który uchodźcy otrzymują przy rejestracji w Grecji, ale także paszportu lub innego dokumentu tożsamości, który przybysze przeważnie gubili po drodze. Dodatkowo odmówiła przyjmowania Afgańczyków. Pozostałe kraje, mimo sprzeciwu Niemiec, najpierw wprowadziły dzienne limity - 580 osób, a po kilku tygodniach całkowicie wstrzymały przyjmowanie imigrantów, poza przypadkami określanymi jako „humanitarne”. A ponieważ do Grecji każdego dnia docierało od 1 do 3 tysięcy imigrantów, pod koniec marca zgromadziło się już tam ok. 50 tysięcy przybyszów (w tym na granicy z Macedonią ok. 13 tysięcy). Rząd w Atenach szacował wówczas, że do lata liczba imigrantów i uchodźców, którzy nie będą mogli opuścić Grecji, wzrośnie do 200 tysięcy.

Umowa z Turcją

Podpisana w marcu 2016 r. umowa pomiędzy Unią Europejską a Turcją przyniosła wreszcie istotne ograniczenie niekontrolowanego napływu przybyszów. Zgodnie z nią wszyscy imigranci, którzy począwszy od 20 marca nielegalnie przedostają się z Turcji na greckie wyspy, są odsyłani z powrotem do Turcji. W zamian UE przesiedla bezpośrednio z tureckich obozów syryjskich uchodźców w stosunku 1:1 - za każdego odesłanego z Grecji nielegalnego imigranta UE przyjmuje jednego syryjskiego uchodźcę. Dodatkowo Unia wspiera finansowo utrzymywanie obozów na terenie tego kraju. Turcja zgodziła się na takie rozwiązanie, wymuszając rozpoczęcie rozmów na temat wprowadzenia ruchu bezwizowego, a w dalszym etapie integracji z Unią Europejską. W pierwszych dniach trwania umowy liczba przybyszów dopływających do Grecji wyraźnie zmalała. Chwilowo wzrosła kilka miesięcy później, po nieudanym puczu wojskowym w Turcji, który pogorszył stosunki UE-Turcja, ale generalnie fala imigrantów docierających do Grecji została zastopowana. Jednak w dalszym ciągu nie rozwiązany pozostaje problem kilkudziesięciu tysięcy imigrantów, którzy dotarli do Grecji wcześniej.

Wizyta papieża na Lesbos

16 kwietnia uchodźców na Lesbos odwiedził papież Franciszek - była to spontaniczna wizyta, podobna do tej jaką złożył kila lat wcześniej na Lampeduzie. Towarzyszyli mu przywódcy kościoła prawosławnego: patriarcha Konstantynopola - Bartłomiej, arcybiskup Aten i całej Grecji - Hieronim oraz premier Aleksis Cipras. Na wyspie Franciszek odwiedził obóz dla uchodźców Moria, gdzie przebywa około 2500 osób czekających na azyl. Przeszedł wśród kilkuset migrantów, w tym matek z dziećmi i ludzi starszych, witał się z nimi uściskiem ręki, obejmował ich, rozmawiał. Papież podziękował Grekom za udzielenie gościny tysiącom imigrantów. Modlił się za tych, którzy zginęli na morzu. Ale przede wszystkim apelował do światowej opinii publicznej, a szczególnie do Europy, o solidarność z migrantami i odpowiedzialność w obliczu kryzysu humanitarnego. W drodze powrotnej papież zdecydował się na symboliczny gest: zabrał z obozu dla uchodźców na pokład samolotu 12 Syryjczyków, w tym sześcioro dzieci.

wstecz dalej

 
STAT4U