wycieczkę do Kalavrity, połączoną z przejażdżką kolejką wąskotorową. Zwiedzanie Jaskini Jezior i klasztoru Mega Spilio

 

Kalavrita

Zachęceni opisami w Internecie jeszcze w Polsce postanowiliśmy, że odbędziemy wycieczkę do Kalavrity, połączoną z przejażdżką kolejką wąskotorową. Jadąc pierwszego dnia z lotniska do Loutraki drogą wzdłuż wybrzeża Zatoki Korynckiej, około 50 km za Patrą przejeżdżaliśmy obok miasteczka Diakofto. Na południe od niego znajduje się wylot malowniczego wąwozu Vouraikos, który głęboko wcina się w góry Chelmos, u stóp których leży Kalavrita. To dość daleko od Loutraki, może dlatego chętnych na wycieczkę organizowaną przez rezydenta (63€ + 9€ wstępy) nie było wielu - zamiast autokarem, pojechaliśmy z hotelu dużym busem.

Wąskotorówką do Kalavrity

Samo Diakofto nie oferuje turystom nic ciekawego. Poza jednym: znajduje się tu stacja początkowa kolejki wąskotorowej (częściowo zębatej), która biegnie wąwozem Vouraikos do Kalavrity. Ten niesamowity wyczyn włoskiej inżynierii, który wspina się pod górę pod kątem 13°, jest największą atrakcją kolejową w Grecji. Linię kolejową zbudowano w latach 1889-1896, by zwozić nad morze wydobywane w górach minerały. Zabytkowe parowozy wycofano z eksploatacji w latach '60 ubiegłego wieku (jeden stoi przy stacji w Diakofto) i zastąpiono je lokomotywami spalinowymi. Niedawno (2008 r.) zmodernizowano tory i wymieniono całe składy - obecnie podróżuje się bardzo wygodnie, wagonikami wyposażonymi w klimatyzację, która jednak nie zawsze jest włączana i wówczas jedzie się z otwartymi oknami (choć napisy tego zabraniają). W szczycie sezonu kolejka przeżywa prawdziwe oblężenie, a bilety na jeden z kilku kursów w ciągu dnia trzeba kupować z kilkugodzinnym wyprzedzeniem, a i to nie jest łatwe bo „hurtowo” wykupują je biura podróży.

Na peronie stacji w Diakofto oczekiwał już spory tłum. Kiedy nadjechał pociąg, zajęliśmy miejsca w ostatnim wagonie (zgodnie z rezerwacją). Po chwili okazało się, że miejsca zaraz za kabiną maszynisty w tyle pociągu, są niewiele gorsze od tych z przodu, bo przez wielką tylną szybę mogliśmy obserwować pokonywaną trasę. Dodatkowo widzieliśmy na panelu wskaźniki - bliźniacze do tych na przedzie składu - m.in. z prędkością, czy nachyleniem. Po chwili ruszyliśmy w stronę wąwozu. Na odcinku 22 km kolejka pokonuje w pionie 750 m. Na bardziej stromych odcinkach pojawiała się pośrodku torów trzecia szyna - zębata - która ułatwia pokonywanie stromizny. Przejeżdżaliśmy przez liczne wykute w skałach tunele - tak wąskie, że między wagonikami a ścianami pozostawało często zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Dłuższe tunele posiadają wykute „okna”. Tory przebiegają mostkami ponad głębokimi wąwozami albo półkami wykutymi w skale - tak wąskimi, że tuż za oknami po jednej stronie wagonika była ściana skalna, a po drugiej, zaledwie pół metra od torów, widzieliśmy urwisko opadające kilkadziesiąt metrów w dół. Kolorowe łuki skalne, soczysta zieleń, małe kamienne domki, skaliste góry i szemrzący w dole strumień - widoki z okien były niesamowite. Kolejka pędziła momentami z prędkością 40 km/h, by po chwili zwolnić do kilkunastu km/h na stromych podjazdach. Albo całkowicie stanąć przed długim tunelem - musieliśmy przepuścić turystów wędrujących nim po torach. W górnej części trasy wąwóz, który dotychczas miał miejscami zaledwie kilka metrów szerokości, rozszerzył się, ale nadal otaczały go wysokie skaliste zbocza o bajecznych kolorach. Po niecałej godzinie pociąg na chwilę zatrzymał się na stacji Zachlorou (w rozkładzie widnieje jako Mega Spilio - od pobliskiego klasztoru), a po dalszych 15 minutach skończył bieg w Kalavricie.

Kalavrita

Końcowa stacja kolejki - Kalavrita - to miasto raczej mało znane poza Grecją, jednak dla samych Greków jest bardzo ważne - z trzech powodów:
Po pierwsze, jest popularną zimą bazą noclegową dla ośrodka narciarskiego, który znajduje się niedaleko od miasta (12 km), w górach Chelmos, na wysokości 1650-2340 m. W zimowe weekendy panuje tu duży ruch z powodu najazdu mieszkańców Aten, którzy upodobali sobie to miejsce. Jest tu siedem wyciągów i 12 tras o łącznej długości 20 km. Ale w górach nie ma za bardzo gdzie przenocować (jest tylko małe schronisko), więc większość narciarzy zatrzymuje się w Kalavricie. W sezonie zimowym atmosfera w miasteczku trochę przypomina Zakopane, choć w dużo mniejszej skali.
Po drugie, za sprawą klasztoru Agia Lavra, leżącego w górach kilka kilometrów za miastem. Tu właśnie 25 marca 1821 r. biskup Patry, Germanos, rozwinął na dziedzińcu grecki sztandar, co było sygnałem do rozpoczęcia powstania przeciwko Turkom. Na wieść o walkach w Grecji, pośpieszyli jej z pomocą ochotnicy z całej Europy. W 1824 r. zmarł na malarię w Mesolongi poeta lord George Byron, który przybył do Grecji, aby wspomóc jej ruchy narodowo-wyzwoleńcze. Jego śmierć istotnie wzmogła zainteresowanie całej Europy walkami Greków z Turkami. Dziesięć lat później Grecja odzyskała niepodległość po 400-letniej niewoli tureckiej.
Po trzecie - z powodu masakry w czasie II Wojny Światowej. 13 grudnia 1943 r. w odwecie za działania partyzantów greckich, hitlerowcy w okrutny sposób wymordowali niemal wszystkich mieszkańców (1436 osób). W budynku szkoły zgromadzono kobiety i dzieci do 13 roku życia, a następnie budynek podpalono. Mężczyźni i młodzież zostali zmuszeni, aby to wszystko oglądać z pobliskich gór. Na koniec i oni zostali zabici - przeżyło zaledwie kilku mężczyzn i kilka kobiet z dziećmi, które w jakiś sposób wydostały się z płonącego budynku (legenda mówi o pomocy austriackiego żołnierza, służącego w niemieckim wojsku, który widząc pogrom otworzył drzwi lub okno płonącego budynku). Ocalałe kobiety poszły na górę, gdzie zginęli mężczyźni i wraz z dziećmi zwlokły ich ciała do miasta po skałach, które spłynęły krwią. Upamiętnia to pomnik kobiety ciągnącej zwłoki, znajdujący się przy muzeum utworzonym w miejscu, gdzie stała szkoła (niedaleko od stacji kolejki). Za miastem, na wzgórzu przy cmentarzu, widoczny jest z daleka duży biały krzyż i dwie betonowe ściany, na których wyryto nazwiska i wiek zamordowanych.

Kalavrita to małe miasteczko - w pół godziny obeszliśmy całe centrum. Wzdłuż głównej ulicy są kawiarnie, piekarnie, tawerny i skwer z kościołem z zegarami na dwóch wieżach. Kiedy stanęliśmy przed kościołem, właśnie mijało wpół do trzeciej i na obu tarczach była ta sama godzina. Ale po chwili zobaczyliśmy, że choć wskazówki zegara na prawej wieży powoli się przesuwały, to te na lewej nie drgnęły. Lewy zegar wskazuje zawsze godzinę 14:34, tę o której rozpoczęła się masakra. Dla Greków przyjazd do Kalavrity ma coś z pielgrzymki - stąd tłumy wycieczek szkolnych w ciągu tygodnia i rodzin z dziećmi w weekendy. Ale to poza letnim sezonem wakacyjnym - w sezonie miasto jest opustoszałe, nie licząc grupek turystów kończących lub rozpoczynających tu podróż wąskotorówką.

Jaskinia Jezior

Nieopodal Kastri - miejscowości leżącej 17 km od Kalavrity - znajduje się słynna Jaskinia Jezior (gr. Spilio ton Limnon). Została odkryta w latach '60 ubiegłego wieku. Okoliczni mieszkańcy zauważyli w czasie roztopów strumienie wody wydobywające się spod skał. Początkowo sami schodzili do odkrytych jaskiń przy użyciu długich drewnianych drabin. Później eksploracją zajęli się alpiniści i speleolodzy. Z czasem zainstalowano oświetlenie i utworzono betonowe i metalowe chodniki umożliwiające obecnie dostęp do jaskiń zwykłym turystom. Niestety nie można robić w jaskiniach zdjęć z lampą, ze względu na liczne, chronione nietoperze. Ale na zdjęcia bez lampy jest tu zbyt ciemno, więc turyści często łamią ten zakaz, a przewodnicy raczej na to nie reagują.

Jaskinia Jezior to rzadki wytwór przyrody, który oprócz typowego dla jaskiń labiryntu korytarzy, tajemniczych galerii i dziwacznych formacji naciekowych, ma jeszcze coś wyjątkowego, co nie występuje w innych znanych jaskiniach. Przepływająca przez system jaskiń woda wytrąciła minerały, które utworzyły naturalne tamy. Zimą i wiosną, kiedy topi się śnieg, jaskinia przemienia się w podziemną rzekę z naturalnymi wodospadami. W miesiącach letnich część komór wysycha ujawniając kamienne tamy i formacje skalne. W niektórych zagłębieniach przez cały rok pozostaje woda tworząc kilkanaście malowniczych jeziorek. Ściany ozdobione są kolorowymi stalaktytami i stalagmitami oraz innymi formacjami krasowymi o wysokości dochodzącej do 30 m. Niektóre z nich składają się z wielu równoległych, pionowych, cienkich płaszczyzn do złudzenia przypominających organy albo pomarszczone fałdy wiszącej tkaniny. Ich powierzchnia podobna jest do porcelany - nawet stukając palcem słychać było dźwięczący, „porcelanowy” odgłos. Refleksy światła odbijające się od gładkiej powierzchni jezior dodają scenom dodatkowego, magicznego uroku. Jeziora rozmieszczone są na trzech różnych poziomach, które ciągną się w sumie na długości prawie 2 km. Zwiedzającym udostępniony jest środkowy poziom o długości ok. 500 m. Ale trwają prace nad przygotowaniem kolejnych. Najniższy poziom jaskiń jest wyjątkowy, bowiem odnajduje się tam skamieniałe szczątki ludzi i zwierząt (np. hipopotama). Planuje się, aby część tego poziomu przekształcić w międzynarodowe laboratorium biologii jaskiń.

Przy parkingu przed wejściem do jaskiń, w niewielkim sklepie/tawernie mogliśmy degustować i kupić lokalne przysmaki. Większość z nich to były owoce w słodkich syropach - dość typowy przysmak w Grecji. Natomiast trunek, który tu można kupić, jest dość wyjątkowy - ja w każdym razie nigdzie w Grecji takiego nie spotkałem. To bardzo słodki, pomarańczowo-brązowy likier (25%) o smaku głównie cynamonowym, z nutą anyżu, nazywany tentoura (czytaj: tentura). Produkowany jest tylko w rejonie Patry, ale jeszcze w małych wioskach wokół Kalavrity można spotkać wytwarzany w domowych warunkach, według dawnych receptur. Degustacja zachęciła wielu z nas do zakupów - głównie „cynamonówki”, choć cena była trochę wysoka - 15€ za butelkę 0,7l. Sprzedawca mówił, że to cena za 1kg, ale chyba miał na myśli wagę trunku z butelką :-) Smak ma rzeczywiście niepowtarzalny.

Mega Spilio

Stacja wąskotorówki Zachlorou zwana jest też Mega Spilio (Wielka Jaskinia), od pobliskiego klasztoru o tej nazwie, uznawanego za najstarszy w Grecji. Ze stacji do klasztoru nie jest daleko, ale droga prowadzi pod górę, więc na spacer trzeba zarezerwować ok. 40 minut. My jednak zwiedzaliśmy klasztor w drodze powrotnej busem z Kalavrity, więc z parkingu mieliśmy tylko kilka minut. 8-piętrowy klasztor zbudowany jest na skalnym wzgórzu prawie 1000 m n.p.m., u wejścia do jaskini/pieczary o wysokości 60 metrów. Ściana skalna ponad klasztorem wznosi się na kolejne 120 metrów. Pierwszy klasztor zbudowano w 362 r. wokół wejścia do jaskini, w której dwaj mnisi z Salonik (Teodor i Symeon) znaleźli ikonę Marii Panny. Legenda mówi, iż ukryła ją tu Eufrosyne, jedna z trzech gracji, córka Zeusa i Eurynome, a w jaskini pilnowana była przez smoka. Klasztor przeszedł wiele pożarów - pierwszy w 840 r. Po odbudowie w 1285 r. stał się jednym z najbogatszych w kraju. Podczas dwóch kolejnych pożarów (w 1400 i 1600 r.) spłonęły cenne rękopisy, a w 1934 r. ogień zniszczył wiele bezcennych relikwii. W 1936 r. klasztor został odbudowany do obecnej postaci, ale w porównaniu do zniszczonych poprzedników (znanych choćby z fresków i malowideł) nie wygląda zbyt ładnie - przypomina współczesny hotel czy schronisko. W czasie wojny zajęli go Niemcy, którzy wymordowali wszystkich 22 mnichów - ich ciała zrzucono ze skały wznoszącej się ponad klasztorem. Przed wejściem znajduje się tablica upamiętniająca pomordowanych mnichów - najstarszy miał 88 lat, a najmłodszy zaledwie 14. Z tego miejsca ledwie widoczny jest wysoko na skale biały krzyż - postawiony w miejscu, skąd zrzucono ciała. Z klasztoru rozpościera się rozległa panorama na wąwóz Vouraikos - w dole, wśród zieleni, wije się strumień Vouraikos, przeplatając się z torami wąskotorówki. A nieco wyżej widać wstążkę drogi z Diakofto do Kalavrity.

Klasztor jest miejscem pielgrzymek wiernych, którzy proszą o wyleczenie z różnych chorób. Panie chcąc zwiedzać jego wnętrze muszą pamiętać o odpowiednim stroju. Pomiędzy budynkiem klasztoru a skałą jest pieczara, w której znajduje się źródełko z cudowną wodą. A tuż obok, figurki przedstawiają scenę, w której mnisi odbierają ikonę smokowi. Pośród ikon umieszczonych w kościele najcenniejszą jest ikona Marii Panny - wykonana z wosku. Mimo wielu pożarów wosk nie uległ stopieniu. a jedynie wizerunek nieco się zdeformował i zupełnie poczerniał. Obraz ten uznawany jest za jedno z 3 czy 4 dzieł ewangelisty Łukasza. W muzeum klasztornym zgromadzone są najcenniejsze zbiory, m.in. ocalałe z pożaru relikwie, ikony czy księgi i rękopisy. Niestety nie można tam było robić zdjęć, nawet bez lampy, a sędziwy mnich twardo to egzekwował.

wstecz dalej

 
STAT4U