Podsumowanie

Tak jak zapowiadałem, wyprawa ta miała zupełnie inny charakter niż nasz poprzedni wyjazd (w 2001 roku). Tym razem nie mam nic do zarzucenia organizacji podróży, nie było też przykrych niespodzianek typu rozbita szyba w autokarze. Biuro Scan Holiday spisało się jak najlepiej (można to potraktować jak darmową reklamę, chyba że za kilka dni dostanę czek...). Podejrzewam, że podobnie byłoby z innym renomowanym biurem podróży. A o usługach mniejszych biur słyszę od kilku dni w Wiadomościach - turyści wyrzuceni z hotelu (lub nie wpuszczeni), bo organizator nie zapłacił za noclegi w Grecji i Hiszpani, zostawieni za granicą na pastwę losu itp. Podróż samolotem, oprócz komfortu nieporównywalnego z podróżą autokarem, dostarczyła nam wielu niezapomnianych wrażeń, zwłaszcza, że dla mnie i Maćka był to "pierwszy raz". Warunki, jakie zastaliśmy na miejscu w hotelu, zgodne były z naszymi oczekiwaniami, a czasem nawet wyższe. Mile zaskoczeni zostaliśmy atmosferą panującą w hotelu, wygodą i jakością obsługi. Wyżywienie "wszystko-w-cenie" jak najbardziej się sprawdziło - jest to to wygodne zwłaszcza dla podróżujących z dziećmi. Gdybyśmy wybierali się jeszcze raz na podobne wczasy sami (bez Maćka), to możliwe, że wybralibyśmy tylko 2 posiłki - śniadanie i obiado-kolację - jest to wystarczające i tańsze. Jednak jeśli pojedziemy całą rodziną to zapewne znowu z pełnym wyżywieniem. Jakoś radziliśmy sobie z porozumiewaniem się w hotelu, w języku będącym mieszaniną angielskiego i niemieckiego (obsługa preferowała niemiecki, my angielski). Codzienne (prawie) dyżury hotelowe rezydenta Scan Holiday, pozwalały na wyjaśnienie drobnych niejasności i dawały poczucie bezpieczeństwa na wypadek ewentualnych problemów. Oczywiście nic za darmo - nie ukrywam, że koszt tej wycieczki był wyższy niż poprzedniej. Płaciliśmy nie tylko za jakość, ale za gwarancję tej jakości no i za podróż samolotem.

Hotel Dion nie był jedynym w ofercie Scan Holiday na Riwierze Olimpiskiej. Zdecydowaliśmy się na niego, gdyż jako jedyny oferował pełne wyżywienie. Pozostałe hotele są podobnej klasy i główna różnica dotyczy ich lokalizacji. Hotel Dion jest położony nad samą plażą (szkoda, że kamienistą), choć dość daleko od najbliższej wioski czy miasteczka. Czasem nam to doskwierało. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby położenie w odległości porządnego spaceru od jakiejś miejscowości (2-3 km), ale zdecydowanie źle byśmy się czuli, gdyby hotel leżał w środku gwarnego kurortu. Oczywiście to kwestia gustu - niektórzy wolą spokój i odludzie, inni przeciwnie. Bardzo fajną sprawą były wycieczki fakultatywne. W sumie w każdym tygodniu pobytu organizowane były cztery. My skorzystaliśmy tylko z dwóch, bo Meteory oraz Delfy i Ateny już zaliczyliśmy wcześniej. Ale dla osób, które nie miały okazji bezpośredniego poznania starożytnej Grecji wycieczki te są z pewnością bardzo atrakcyjne. A dodatkowo mają jeszcze jedną zaletę - stanowią pewne urozmaicenie w dość monotonnym pobycie w hotelu (kąpiel, opalanie, jedzenie, kąpiel, opalanie....).

Grecja, którą poznaliśmy tym razem, była inna od tej poznanej wcześniej. Nie dlatego, że jej wizerunek zmienił się przez te kilka miesięcy. Po prostu zobaczyliśmy inne jej oblicza. Podejrzewam, że każdy następny wyjazd znów zaskoczyłby nas czymś innym. Choćby wyspy - z pewnością bardzo różnią się od stałego lądu. Może kiedyś będziemy mogli to sprawdzić.... Podczas tego pobytu zrezygnowaliśmy całkowicie z obcowania z historią - jedynym łącznikiem ze starożytną Grecją był Olimp, siedziba 12 greckich bogów. Ale dla nas Olimp pokazał się bardzo współcześnie - jako niesamowity rezerwat przyrody i krajobrazu. Pobyt w wąwozie Enipeas z pewnością zapamiętamy na długo. Co się zaś tyczy samych Greków, to po raz kolejny przekonaliśmy się o ich otwartości i życzliwości. Ale też mogliśmy wyraźnie zobserwować dysproporcje w zamożności. Saloniki na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie miasta zamożniejszego niż Ateny. Widać to zarówno po mieszkańcach jak i po ulicach, sklepach czy samochodach. O ile w Atenach obok wielu nowych samochodów zachodnich spotkać można było równie dużo starych, to w Salonikach prawie wszystkie samochody były nowe. Siedziby firm (greckich i zagranicznych) na obrzeżach miasta też sprawiały lepsze wrażenie. A z drugiej strony kontrastowały z tym wizerunkiem skromne osady rybackie na Riwierze. Kusi mnie zrobienie szczegółowego porównania wskaźników gospodarczych i ekonomicznych Polski i Grecji. Z porównania wielkości PKB Grecja wypada na państwo znacznie bogatsze niż Polska, ale nie jestem pewien czy tak jest w rzeczywistości, bo źródła bogactwa obydwu państw są zupełnie inne, inna też jest struktura zatrudnienia i podziału wytworzonego PKB.

Wyjeżdżając na Riwierę Olimpijską obawialiśmy się trochę o to, jak zniesiemy lipcowe śródziemnomorskie upały. Okazało się jednak, że klimat nadmorski jest nieco łagodniejszy niż w głębi lądu (zwłaszcza w okolicach Aten). A sąsiedztwo Olimpu sprawiało, że kilka razy nad nami przechodziła lekka burza. Podobno burze są tu 12 razy częstsze niż w innych rejonach kraju. Opady nie były intensywne i do tego głównie nocą, więc lekkie ochłodzenie przyjęliśmy z ulgą (za wyjątkiem pobytu w Waterlandzie). Nawet przy niewielkim zachmurzeniu było bardzo ciepło i przyjemnie, tak że nie musieliśmy rezygnować z plaży czy basenu.

wstecz

 
STAT4U