Opis hotelu Akti Beach Club niedaleko Kadameny

 

Hotel i okolica

Hotel

Przeglądając przed wylotem dane o hotelu Akti znalazłem sporo sprzecznych informacji. Np. w katalogu Scan Holiday była informacja o 2 basenach i 189 pokojach. A na stronie hotelu była mowa o 3 dużych basenach i 4 brodzikach oraz o 335 pokojach. Na miejscu wszystko się wyjaśniło. Były tu kiedyś dwa oddzielne hotele - leżący przy plaży Akti Club oraz sąsiadujący z nim, ale znajdujący się ok. 400 m od morza, mniejszy i o niższym standardzie Kalimera Kos. Właściciel Akti Club kupił ten drugi hotel, odnowił i połączył w jeden rozległy kompleks Akti Beach Club ****. Przez jakiś czas cześć Kalimera Kos nazywana była Akti Annex, ale obecnie cały kompleks występuje pod jedną nazwą. Puste pole między hotelami zostało na początku 2008r. zabudowane dwoma budynkami dla gości oraz dużym prostokątnym basenem. Dziś dopiero po baczniejszej obserwacji można zauważyć, gdzie przebiegała granica między hotelami oraz drobne różnice w architekturze budynków. Po połączeniu hotel ma rzeczywiście aż 3 duże baseny oraz dwie recepcje.

Wszystkie pokoje umieszczone są w piętrowych budynkach (po 8-12 w każdym). Te ze starego Akti Club mają numerację 3-cyfrową, zaś z Kalimera Kos mają dodaną z przodu "1". Nasz pokój był dość mały, ale wszystko było zgodnie z informacjami w katalogu - taras, łazienka z wanną i WC, TV (z polskich programów tylko TV Polonia), lodówka, klimatyzacja. Aby otrzymać piloty do klimy i TV musieliśmy zostawić w recepcji depozyt 50 € lub 200 złotych. Pokoje były codziennie sprzątane - nasz akurat zawsze gdy byliśmy na obiedzie.

Hotel leży przy lokalnej, mało uczęszczanej drodze z Kardameny do kompleksu hoteli Norida Beach. Kilkaset metrów od hotelu (w stronę Noridy) znajduje się tor kartingowy z różnej wielkości bolidami (50 i 250ccm). Zabawa była wyśmienita (zwłaszcza po 3 winach na kolację), więc po kilku dniach wybraliśmy się tam ponownie. Pewnie bywalibyśmy tam częściej ale niestety ceny... Około 4 km od hotelu znajduje się Kardamena - dawna wioska rybacka, która przekształciła się w niezbyt urokliwe miasteczko przyległe do portu. Zlepek barów, pubów, sklepów z pamiątkami i biur podróży upchniętych w obskurne, wąskie uliczki nie sprawiał najlepszego wrażenia. W ciągu dnia było tam spokojnie, ale wieczorem liczne puby i kafejki wypełniały się głośną muzyką i dźwiękami z TV, gdyż większość turystów stanowili młodzi Brytyjczycy. Do Kardameny kilka razy w ciągu dnia jeździł darmowy bus hotelowy. Można też było skorzystać z autobusów KTEL (odpowiednik PKSu) - przystanek jest przy samym hotelu. W Kardamenie zlokalizowaliśmy dwa markety, w których ceny były mniej więcej dwa razy niższe niż w obydwu sklepach hotelowych. Stąd też kilka razy odwiedziliśmy miasteczko w celach zakupowych (głównie zakupy do Polski, bo w hotelu jedzenia było pod dostatkiem). Zwiedzać nie było tam właściwie czego.

Wyżywienie

Niestety w hotelu jest tylko jedna, choć dość duża restauracja w budynku głównym. Jak łatwo policzyć - 335 pokoi to pewnie ok. 1000 gości. Powodowało to czasem kolejki przy bufetach zwłaszcza w pierwszych minutach wydawania posiłków. Ale nie było nigdy problemu ze znalezieniem wolnego stolika w jednej z kilku sal czy na tarasie. Dla wszystkich gości wyżywienie było all inclusive. Trzy posiłki w formie bufetu z kilkoma daniami gorącymi i niezliczoną ilością potraw na zimno, sałatek, przystawek, a także owoce, ciasta i lody. Obok był osobny grill, na którym co dzień piekło się coś innego. Na obiady i kolacje aktywował się bufet włoski, w którym dwaj Włosi na bieżąco przygotowywali po kilka różnych potraw. Największe wzięcie miała pizza. A w czasie kolacji dodatkowo czynny był bufet z chińskimi potrawami - podobnie jak we włoskim, przygotowywane były na bieżąco, przez parę smutnych Chińczyków. Byłem tam częstym bywalcem, zarówno po sushi jak i po ciepłe dania np. kurczak w curry. Pałeczki były dostępne, ale wolałem używać widelca. Do posiłków oferowany był szeroki wybór napojów - kawa herbata, soki, napoje gazowane, piwo czy wino - wszystko bez ograniczeń.

Poza trzema podstawowymi posiłkami przez cały dzień dostępne były różne ciepłe i zimne przekąski oraz napoje (soki, gazowane, alkohole) w barach przy każdym basenie oraz w przy recepcjach. Do tego przez całą dobę bufet z kawą i herbatą. Ze wszystkich hoteli, które odwiedziliśmy w Grecji ten miał zdecydowanie najlepsze wyżywienie. Szkoda, że tylko raz w tygodniu, w dniu greckim, wszystkie dania były typowo greckie. W pozostałe dni dominowały potrawy "europejskie", choć tzatziki czy sałatka grecka były zawsze.

Baseny

Tak jak wspomniałem hotel ma aż trzy duże baseny, każdy z jednym lub dwoma brodzikami. Największy, o nieregularnym kształcie i głębokości nie większej 2 m, znajduje się przed budynkiem głównym. Otacza go rozległy taras słoneczny z licznymi leżakami. Woda była lekko słonawa o temperaturze podobnej do morza, a więc ok. 24-26ºC. Wokół basenu zawsze rozbrzmiewała głośna muzyka, a w określonych godzinach odbywały się różne zajęcia sportowo-gimnastyczne.

Drugi basen w kształcie cyfry "8" znajduje się przy budynku repcepcji dawnego hotelu Kalimera Kos. Pierwszy okrąg jest niezbyt głęboki, ale w drugim do dna było prawie 3 m. Wokół niewielki taras słoneczny otoczony palmami. Woda też dość ciepła. Panował tu całkowity spokój - nie docierała muzyka z budynku głównego, a otaczające budynki osłaniały leżaki od wiatru. Wieczorem można było usiąść przy stolikach i raczyć się drinkami oraz grecką muzyką.

Pośrodku kompleksu jest trzeci basen w kształcie prostokąta. Taras słoneczny nie jest osłonięty budynkami, stąd najbardziej dawał się we znaki porywisty wiatr, wiejący przez większość dni naszego pobytu od strony gór. Basen ten był najmniej oblężony, więc przeważnie z niego korzystaliśmy. Choć miał pewną wadę - woda miała o kilka stopni niższą temperaturę niż w pozostałych basenach, zwłaszcza było to odczuwalne rano. Ale i tak najbardziej nam się tam podobało. Oczywiście leżaki i parasole były dostępne bezpłatnie (również na plaży), a ręczniki kąpielowe za kaucją.

Plaża

Informacje z katalogu Scana o piaszczysto-żwirowej plaży są niezbyt ścisłe. Bo rzeczywiście na brzegu znajduje się mieszanina piasku i drobnych kamyków (do kilku cm), które formalnie można sklasyfikować jako żwir. Ale mnie bardziej pasuje określenie: plaża kamienista. Większy problem jest z dnem morskim od brzegu do kilkunastu metrów w głąb. Pokrywają je wielkie skalne głazy, bardzo śliskie i czasem o ostrych krawędziach. O wejściu do wody bez obuwia i swobodnym brodzeniu trzeba od razu zapomnieć. A i w wodnym obuwiu też nie chodzi się zbyt pewnie. Tak więc do dyspozycji jest albo leżakowanie czy spacerowanie po plaży, albo pływanie. Na szczęście w kilku miejscach hotelowej plaży od brzegu na dnie ułożone były ścieżki z worków z piaskiem, które ułatwiały dostanie się na głębie. Dla osób, które jak ja zainteresowane były pływaniem a nie brodzeniem, pokonanie kilku metrów skalistego dna nie było problemem. Jednak zabawy z dziećmi w morzu nie należały do przyjemności i mogły być niebezpieczne. Najbliższa całkowicie piaszczysta plaża (również w wodzie) była w Kardamenie, na zachód od portu.

Ja po prostu brałem maskę i fajkę, starałem się jak najszybciej pokonać płyciznę i pływać na głębi. Woda była kryształowo czysta. Nawet daleko od brzegu, gdzie dno było już piaszczyste i całkowicie pozbawione głazów widoczność była znakomita. Czasem wydawało mi się, że do dna jest 3-4 m, ale jak zanurkowałem na tę głębokość, to do dna było jeszcze daleko. Roślin praktycznie nie było, za to duże ilości bajecznie kolorowych ryb. W większości o długości dłoni, ale zdarzały się i  dłuższe. Tak więc do pływania (bardzo ciepła woda - około 25ºC) i nurkowania warunki były znakomite. Szkoda tylko, że na brzegu i wodzie prawie nie było muszelek.

Atmosfera w hotelu

Niezależnie od tego w jakiej części zakwaterowani byli gości, mieli dostęp do wszystkich basenów, barów, boisk itd. całego kompleksu. Niemniej konsekwencją poprzedniej odrębności hoteli jest nieformalny podział na część rozrywkową, głośną skupioną przy budynku głównym (dawnego hotelu Akti Club) oraz spokojną część dawnego hotelu Kalimera Kos i strefy między hotelami. W pierwszej strefie zakwaterowani byli głównie Włosi, w drugiej przeważnie Belgowie i Skandynawowie. Polacy mieszkali w obu częściach. My trafiliśmy do dawnego Kalimera Kos. Początkowo trochę nam się nie podobało, że mamy kilka minut drogi (200 m) do restauracji i jeszcze drugie tyle do morza. Ale gdy zobaczyliśmy, że przy budynku głównym cały czas jest ruch i głośno (muzyka, animacje itp.), to zmieniliśmy zdanie. Większość czasu w hotelu spędzaliśmy w naszej cichej części, nad jednym z dwóch basenów.

W ciągu dnia aktywni byli animatorzy (również po polskojęzyczni), zajmujący się mniejszymi dziećmi. Co wieczór odbywały się różne imprezy rozrywkowe (głównie w amfiteatrze) - pokazy fakirów, połykaczy ognia, przedstawienia taneczno-wokalne na temat znanych musicali, folkloru greckiego itp. Wcześniej dla dzieci było mini disco. Tak więc jest to hotel zarówno dla osób lubiących aktywnie, rozrywkowo spędzać czas, jak i dla tych którzy przyjechali wypocząć w spokoju.

wstecz dalej

 
STAT4U