Zwiedzanie Agios Nikolaos i rejs na wyspę Spinalonga.

 

Agios Nikolaos i Spinalonga

Spinalonga (Kalidon)

Po raz trzeci ruszyliśmy z Makrigialos tą samą drogą, przez Ierapetrę, w kierunku północnego wybrzeża. Jednak w połowie przesmyku napotkaliśmy drobną przeszkodę drogową - stadko owiec poganiane przez dwóch Kreteńczyków, które zajmowało prawie całą szerokość drogi. Przez chwilę musieliśmy pokornie wlec się za nimi, aż raczyły zejść z drogi. Po około godzinie jazdy dotarliśmy do Agios Nikolaos. Postanowiliśmy jednak zostawić zwiedzanie miasteczka na popołudnie, więc minęliśmy pierwszy zjazd. Na kolejnym zjeździe do Agios Nikolaos zatrzymaliśmy się na światłach. Przejeżdżający motocyklem policjant doszedł chyba do wniosku, że sygnalizacja świetlna nie sprawdza się, więc zaparkował maszynę i postanowił samemu kierować ruchem. Ale jeden z kierowców uznał, że woli "słuchać" świateł i mimo gestów policjanta wjechał na skrzyżowanie. No i  zaczęła się sprzeczka między nimi w iście greckim stylu, z pełną gestykulacją. W tym czasie światła zmieniły się raz i drugi, a my staliśmy zablokowani. Okazję na sparaliżowanym skrzyżowaniu wykorzystał kierowca innego samochodu, który za plecami kłócącego się policjanta przepchał swój samochód przez sam środek. Zabawę mieliśmy przednią. W końcu policjant odebrał informację przez radio i odjechał, podobnie jak kierowca, z którym tak zażarcie się kłócił - incydent bez konsekwencji, u nas raczej nie do pomyślenia.

Z Agios Nikolaos skierowaliśmy się do Eloundy - znanego kurortu nad zatoką Mirabello. Po chwili skończyły się zabudowania miasta a droga, biegnąca wzdłuż wybrzeża, zaczęła wspinać się na górskie zbocze. Okazało się, że trudno jest jednocześnie kierować autem na krętej drodze i podziwiać niesamowite widoki zatoki Mirabello (dosłownie: "piękny widok"), więc co kilka minut zatrzymywaliśmy się, aby zrobić kilka fotek. Nic dziwnego, że w tej okolicy powstały najdroższe, wręcz snobistyczne hotele. Wyspę Spinalonga z każdym przejechanym kilometrem widać było coraz wyraźniej. Po niecałych 10 km droga obniżyła się do poziomu morza i dotarliśmy do Eloundy. Przy głównym placu i przystani jest parking, jednak mimo wczesnej (jak nam się wydawało) pory, wolnych miejsc nie było. Dopiero kawałek za przystanią przy nadbrzeżnej ulicy znaleźliśmy wolne miejsce i to w dodatku w cieniu. Przejeżdżając obok przystani Maciek zauważył informację, że o 10:00, a więc za niecałe 10 minut, odpływa stateczek na Spinalongę (wypływają co 30 min.). Do przystani dotarliśmy niemal biegiem, kupując ostatni bilet (10€ w obie strony) i po kilku minutach odpływaliśmy już z Eloundy.

W północno-zachodniej części zatoki Mirabello leży jedna z najciekawszych wysepek u wybrzeży Krety - Spinalonga. W 1597r. Wenecjanie wznieśli na wysepce fort, który był jedną z najpotężniejszych twierdz na Krecie. Przez wiele lat skutecznie bronił on dostępu do zatoki. Stanowił tak skuteczną zaporę przeciwko siłom tureckim, że jeszcze 45 lat po klęsce weneckiej armii lądowej opierał się atakom. W 1715r. doszło do podpisania porozumienia, w wyniku którego forteca trafiła w ręce Turków. Ci zadomowili się tu tak bardzo, że po odzyskaniu przez Grecję niepodległości nie chceli jej opuścić. W 1903r. na wysepce założono kolonię trędowatych (ostatnią taką placówkę w Europie), która funkcjonowała aż do 1957 roku. W wybudowanej przez siebie wiosce chorzy spędzali całe życie. Jedynie dzieci, jeśli urodziły się zdrowe, odbierane były rodzicom i umieszczane w sierocińcu na Krecie. Zapewne ta kolonia ułatwiła Grekom pozbycie się z wyspy ostatnich Turków, a sama wyspa do dzisiaj nazywana bywa jeszcze "wyspą trędowatych". Nazwa Spinalonga jest spuścizną po Wenecjanach, bowiem tak nazywała się wysepka w pobliżu Wenecji. Obecnie wyspa nazywa się Kalidon, ale to wenecka nazwa jest używana potocznie. (W jakichś materiałach znalazłem informację, że Spinalonga to nazwa półwyspu, przy którego końcu znajduje się wyspa Kalidon.)

Po półgodzinnym rejsie pomiędzy lądem a półwyspem Spinalonga dotarliśmy do wyspy. Szyper okrążył ją, dając nam możliwość obejrzenia jej (i sfotografowania) z każdej strony i dopłynął do malutkiej przystani. Jak tylko wysiedliśmy, statek odpłynął i "zaparkował" kilkaset metrów od wyspy, robiąc miejsca dla kolejnych łodzi. A my mieliśmy godzinę czasu na zwiedzanie, co wcale nie było za dużo. Co prawda wyspa ma w obwodzie zaledwie około kilometra, jednak my nie ograniczyliśmy się, tak jak wycieczki zorganizowane, tylko do spaceru wzdłuż murów obronnych. Wdrapaliśmy się na sam szczyt i spenetrowaliśmy większość zakamarków dostępnymi ścieżkami. Z wyspy roztacza się przepiękna panorama na zatokę i pobliskie wybrzeże. Leżąca tam wioska Plaka, stanowi alternatywny punkt dotarcia do Spinalongi małymi stateczkami, lub większymi łodziami. Będąc w okolicach Agios Nikolaos, Spinalongę trzeba odwiedzić koniecznie.

Agios Nikolaos (plan miasta)

Do Agios Nikolaos wjeżdżaliśmy z planem miasta w ręku. Liczyliśmy, że bez problemu trafimy do Muzeum Archeologicznego i tam zaparkujemy, unikając zatłoczonego centrum. Niestety nie przewidzieliśmy, że wiele ulic jest jednokierunkowych i zamiast na rondzie wjechać w ulicę, przy której znajduje się muzeum, musieliśmy pojechać równoległą do niej (też jednokierunkową, tylko w przeciwną stronę). Na całej długości zaparkowane były auta, więc mogliśmy jechać praktycznie tylko w dół i dojechaliśmy do... samego centrum, przy jeziorze Voulismeni. W końcu udało nam się dotrzeć do muzeum. Sale skupione są tam wokół niewielkiego dziedzińca - zwiedza się je w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, począwszy od najstarszych do najmłodszych znalezisk. Warte zobaczenia były najstarsze na Krecie haczyki wędkarskie, monety, złota biżuteria, figurki wotywne (ofiarne) czy grobowce. W ostatniej sali centralne miejsce zajmuje wydobyta z rzymskiego grobowca czaszka atlety ozdobiona złotym wieńcem laurowym (I w.n.e). Między zębami zmarłego umieszczona była moneta - obol - opłata dla przewoźnika do krainy umarłych. Przy wyjściu z muzeum wisi interesująca tablica - ukazująca miniaturki najważniejszych eksponatów umieszczone na linii czasu.

Miasto leży na cyplu z trzech stron otoczonym morzem, na wzgórzu opadającym w kierunku wybrzeża. Bocznymi, łagodnymi zboczami poprowadzone są ulice (głównie jednokierunkowe) i deptaki. Centralna część wzniesienia kończy się skalistym urwiskiem nad jeziorem Voulismeni. To rzekomo bezdenne (w rzeczywistości ok. 60m), słone jezioro połączone jest z morzem kanałem. Akwen stanowi przystań dla łodzi rybackich kołyszących się na wodzie w dzień i w nocy. Wokół malowniczego jeziora otoczonego skałami powstały liczne kawiarnie i tawerny - część przy samej wodzie, inne na wysokim brzegu. Takich astronomicznych cen, jak w tych lokalach, nie spotkaliśmy nigdzie indziej. Większe jednostki cumują w porcie, w pobliżu ujścia kanału - odpływają stąd statki do innych portów Krety, a także na Spinalongę czy Santorini. Agios Nikolaos od zawsze było portem, w starożytności pełniło funkcje pomocnicze wobec stolicy wyspy w czasach panowania Dorów - Lato. Później z portu korzystali Wenecjanie, którzy nadali miastu nazwę od kościoła św. Mikołaja, wzniesionego w Xw. Zatokę, nad którą leży miasto, nazwali Mirabello - "piękny widok" - nie bez powodu zresztą, bo to chyba najpiękniejsza okolica na Krecie. Od portu na południe biegną trzy główne ulice handlowe - początkowo pod górę, aby po chwili znowu opaść do poziomu morza. Tam też znajduje się najmłodszy na Krecie port jachtowy i jedyna w mieście niewielka piaszczysto-żwirowa plaża.

Agios Nikolaos trochę nas rozczarowało. Po mieście opisywanym jako turystyczna stolica wschodniej Krety spodziewaliśmy się czegoś więcej. Bo, że taką funkcję pełni, to nie ulega wątpliwości choćby za sprawą bazy noclegowej dla 20 tys. gości (8 tys. stałych mieszkańców) czy przystani jachtowej. Bez wątpienia największym atutem miasta jest urocze jezioro Voulismeni, podobno jeszcze ładniej niż w dzień wyglądające po zmroku. Jednak brak ładnych plaż w samym mieście sprawia, że turyści albo wybierają hotelowe baseny, albo plaże oddalone od miasta. Liczyliśmy też, że kupimy tam nasze pamiątki z Krety. Jednak spacer ulicami handlowymi zakończył się niezbyt owocnie - jednym kalendarzem, bo niewiele było sklepów z pamiątkami typowo kreteńskimi czy greckimi. Okulary czy ciuchy od włoskich czy francuskich projektantów raczej nas nie interesowały, ale zapewne na takie towary jest największe zapotrzebowanie wśród turystów. Brakowało mi też wąskich weneckich uliczek jakie widzieliśmy w Rethymnonie i z których słynie Chania. Wydaje mi się, że poza jeziorem Voulismeni ciekawsze od samego Agios Nikolaos jest okoliczne wybrzeże zatoki Mirabello oraz Spinalonga.

wstecz dalej

 
STAT4U