Ustrój państwa. Od Mao Zedonga do Xi Jinpinga.

Przewodniczący Mao i Chińska Republika Ludowa

Mao Zedong (w polskiej transkrypcji dawniej zapisywany był jako: Mao Tsetung, podobnie jak kiedyś był Pekin a nie Beijing) proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku jako państwa socjalistycznego. Docelowo miało to być idealne państwo komunistyczne, wzorowane na teoriach Marksa i Lenina. Szybko jednak „pokłócił” się z przywódcami ZSRR i zaczął rozwijać własną idee szybkiego przejścia do komunizmu. Po uporaniu się z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi postanowił rozwinąć państwo tak, aby dogoniło kraje rozwinięte przemysłowo. Polityka Wielkiego Skoku (1958-1960) przyniosła jednak skutek odwrotny - zapaść rolnictwa i przemysłu oraz wielki głód. Kolejne jego dzieło - Rewolucja Kulturalna (1966-1969) poczyniła dalsze zniszczenia w państwie, ale umocniła władzę Komunistycznej Partii Chin. Po śmierci Mao odpowiedzialnością za „rewolucję” obarczono Bandę Czworga - jego żonę i 3 innych działaczy, a postać przewodniczącego nadal była nieskalana.

Przewodniczący Mao (tak się do dziś go nazywa) nadal uważany jest za ojca współczesnych Chin, traktowany jest z wielkim szacunkiem i  wciąż przypisuje mu się wiele zasług. Przez ludzi Zachodu postrzegany jest jako krwawy dyktator, podbny do Stalina - faktycznie jego rządy doprowadziły do śmierci ok. 37-40 milionów obywateli. Jednak Chińczycy oceniają jego czyny ogólnie pozytywnie. Utworzył państwo, w którym żyje im się nieźle, przebudował Pekin, urzeczywistnił potężne projekty budowy tam (nawet zmieniał kierunek rzek), rozbudował przemysł - to dokonania bardzo widoczne dla każdego. Ale najważniejsze jest to, że Chińczycy wierzą, że to działania Mao utworzyły niezwykle trwały fundament państwa, na którym dziś wznosi się gmach współczesnych Chin. Dopóki rządzić będzie partia komunistyczna nie ma raczej obaw, żeby w Chinach dokonano większej oceny/krytyki jego rządów. Mao spoczywa dziś w ogromnym mauzoleum na placu Tian'Anmen, w przeszklonej trumnie. Każdy Chińczyk przynajmniej raz w życiu powinien tu przybyć i złożyć pokłon przewodniczącemu. A wielu przybywa tu wielokrotnie, czekając na swoje kilka sekund w olbrzymich kolejkach. I nie przeszkadza im, że oficjalnie już nie uznaje się go za nieomylnego i rację miał w 70% swoich decyzji (dokładnie to policzono, analizując jego działania).

Boom godpodarczy Deng Xiaopinga

Jego następca - Deng Xiaoping - rozpoczął wielkie reformy, które najaktywniejszą formę przybrały w latach '80 XXw. Postawił z jednej strony na rozwój małych rodzinnych biznesów, a z drugiej - nadal gospodarki państwowej, ale stopniowo odchodzącej od planowanej do rynkowej. To co u nas Balcerowicz zrobił w kilka miesięcy, tam zostało to rozłożone na lata. Jednym z jego haseł było: „Bogaćcie się, kto tylko umie i może”. Wiele dużych państwowych firm stało się nagle prywatną własnością zasłużonych członków partii. Ale też wiele biznesów powstało od zera. Choć w teorii (zgodnie z konstytucją) Chińska Republika Ludowa to nadal państwo socjalistyczne („socjalizm o chińskiej specyfice”), to faktycznie ustrój kraju przekształca się w kapitalistyczny. To „dziki”, „drapieżny” kapitalizm, pozbawiony wielu wolności, w jakimś stopniu nadal odgórnie sterowany. Ale oficjalnie głosi się, że obecny ustrój to tylko przystanek do docelowego, w pełni komunistycznego. Gazety pełne są śmiertelnie poważnych tekstów o chińskiej drodze do socjalizmu, który ma nastać w 2035 r. (aktualny plan) Na spotkaniach partyjnych niższego szczebla (zakłady pracy), a także wyższego (władze partii) nadal dyskutuje się o zagadnieniach teoretycznych chińskiego socjalizmu, żąda się rozprawek i referatów ideologicznie słusznych, ale nudnych do szpiku. Warunkiem wstąpienia do partii, a także dalszych awansów, jest studiowanie i udawanie zafascynowania tą ideologią. I nikomu nie przeszkadza, że wokół widać, jak kraj zmienia się z komunistycznego na kapitalistyczny, a miasta coraz bardziej przypominają nowoczesne, zachodnie metropolie.

Obecna dyktatura Xi Jinpinga

Niestety wiele zmian wprowadzonych przez Denga, zostało zaprzepaszczonych w drugiej dekadzie XXI wieku. Rządzący od 2012 r. Xi Jinping (dzięki ostatnim zmianom konstytucji zapewne dożywotnio) stworzył nowoczesną dyktaturę, opartą na technologiach informacyjnych XXI wieku. Zamiast propagowanej przez Xiaopinga otwartości na świat, Xi Jinping wpędza Chiny w coraz większą izolację, a dodatkowo wzmacnia nastroje nacjonalistyczne. Chiny Xi nie są już państwem, które wszystko podporządkowuje sukcesowi gospodarczemu. Teraz najważniejsza jest kontrola polityczna (stąd m.in mniejszy wzrost PKB w ostatnich 10 latach). Sprzeciwiających się władzy jest z każdym rokiem mniej. Wszechobecna propaganda partyjna pokazuje obywatelom, że PARTIA może wszystko. Dodatkowo Xi troszczy się o to, żeby partii oddawano hołdy, i żeby robiono to otwarcie i żarliwie. O rozdziale partii i państwa, zapoczątkowanym przez Deng Xiaopinga, zupełnie już zapomniano.

Tym co różni Xi Jinpinga od innych dyktatorów, których znamy i historii, i ze współczesności (np. Putin), jest oparcie władzy na najnowszych technologiach. To z jednej strony całkowita kontrola Internetu, praktycznie odgrodzonego od części zagranicznej ścisłym firewallem. Nie tylko zablokowane są „zachodnie” portale społecznościowe i serwisy informacyjne. Również te krajowe poddane są cenzurze on line, a zaprzęgnięte do tego systemy Sztucznej Inteligencji precyzyjnie wychwytują nieprawomyślne słowa i frazy, wycinając np. fragmenty komunikacji chatowej. Z drugiej strony to setki tysięcy kamer wysokiej rozdzielczości, wyposażonych w bardzo zaawansowane technologie rozpoznawania twarzy i identyfikacji osób. Wsparcie Sztucznej Inteligencji nie ogranicza się tylko do identyfikacji osób - ocenia ona ich zachowania, m.in. na podstawie mimiki twarzy i sposobu poruszania się, przewidując potencjalne dalsze działania. Gromadzone z policyjnych kamer dane, uzupełniane są z innych: od niedawna istnieje obowiązek dołączenia do tego systemu wszelkich kamer przemysłowych i zabezpieczających - nie tylko zainstalowanych w zakładach państwowych, ale też prywatnych. Daje to systemowi bazę danych twarzy niemal wszystkich obywateli. Trzecim filarem technologicznym jest analiza zachowań na podstawie dokonywanych zakupów (nie tylko co, ale i gdzie się kupuje) i lokalizowanie pobytu przy użyciu smartfonów. Okazało się to stosunkowo proste, po tym jak zaniknęły prawie całkowicie płatności gotówkowe, a nawet przy użyciu kart płatniczych - teraz odbywają się prawie wyłącznie za pomocą aplikacji na smartfonie - jednego z dwóch, ściśle współpracujących z partią operatorów (AliPay i WeChat). Ogromne ilości danych o obywatelach, gromadzone i błyskawicznie analizowane przez niezwykle zaawansowane systemy Sztucznej Inteligencji, pozwalają nie tylko na precyzyjną analizę zachowań, ale też skuteczną kontrolę wszystkich obywateli. Rozwój Sztucznej Inteligencji jest w Chinach niewyobrażalny. Technologicznie nadal ustępują USA, ale  pod względem praktycznych zastosowań nie mają sobie równych. A ten rozwój wciąż przyspiesza...

Komunistyczna Partia Chin

Rządząca niepodzielnie Chinami Komunistyczna Partia Chin nie jest też żadnym nowym tworem. W perspektywie chińskiej historii jest prawie dokładnym powtórzeniem klasy urzędników cesarskich z ich egzaminami i mecenasami, z nieprzejrzystym system rozdawania i odbierania posad, karierą pełną zagrożeń ale i wielkich możliwości. Bez przynależności do partii nie zrobi się kariery w żadnej organizacji rządowej, a w Chinach prawie wszystko jest bezpośrednio lub pośrednio „rządowe”. Kiedyś egzaminy urzędnicze miały sprawdzać umiejętności retoryki czy kaligrafii, ale w praktyce podchodzono do nich tak jak dzisiaj do myśli Marksa - wkuwano bo było trzeba, dla kariery. I wtedy i teraz Chińczykom nie przeszkadza rozdźwięk pomiędzy teorią państwa, a rzeczywistością. Rozprawiają o „socjalizmie o chińskiej specyfice”, a życie toczy się swoim trybem. Jedynym minusem ostatnich przemian dla Chińczyków jest to, że teraz za wszystko muszą płacić - za szkołę (od średniej po studia) i leczenie. I że sami muszą martwić się o starość - powszechny system emerytalny nie istnieje (chyba że jest się członkiem partii, ale to przywilej tylko 6% społeczeństwa). Natomiast brak demokracji i wolności jakie my znamy na Zachodzie nie doskwiera im wcale, bo ich po prostu nie znają.

Choć i to może się zmienić. Po odzyskaniu dawnych kolonii - brytyjskiego Hongkongu i portugalskiego Makau i włączeniu ich do struktur państwa z zachowaniem dotychczasowego ustroju („jeden kraj - dwa systemy”) coraz więcej Chińczyków może zobaczyć jak wygląda prawdziwy kapitalizm, demokracja czy wolność obywatelska. O ile wcześniej te byłe kolonie nie zostaną na siłę wcielone ustrojowo do Chin kontynentalnych - co już zaczyna się dziać w Hongkongu, pomimo wcześniejszych obietnic o braku zmian przez 50 lat od połączenia. Bo nieprawdą jest pogląd, głoszony nawet przez niektórych sinologów, że Chińczycy nie potrafili by żyć w demokracji, że muszą być rządzeni twardą ręką - cesarza czy partii. Bo przecież tacy sami Chińczycy na Tajwanie, po latach dyktatury Czang Kaj-szeka, wypracowali sobie jedną z najlepszych na Świecie Demokracji. (Co ciekawe - nie jest oparta na trójpodziale władzy - dodatkowymi, oprócz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, są: kontrolna i egzaminacyjna. To pomysł Sun Jat-Sena - twórcy Republiki Chińskiej, której spuścizną jest właśnie Tajwan.)

wstecz dalej