Chiny po epidemii Covid-19

Bilans epidemii w Chinach

Chiny były pierwszym krajem, w którym (według aktualnej wiedzy) pojawił się wirus SARS-CoV-2. (Choć Chińczycy mają już co do tego wątpliwości, ale o tym za chwilę.) Były też pierwszym, który oficjalnie uznał pokonanie epidemii i to jeszcze zanim powstały szczepionki! Ogłosił to sam przewodniczący Xi Jinping na początku września 2020 roku - po 9 miesiącach od wybuchu epidemii. Z perspektywy 18 miesięcy trwania pandemii na całym Świecie i jej dramatycznego przebiegu w większości krajów, należy uznać to za wielki sukces. Główna (i właściwie jedyna) fala zachorowań miała miejsce w pierwszych miesiącach 2020 r., kończąc się bilansem nieco ponad 84 tys. oficjalnie potwierdzonych zakażeń i ok. 4600 zgonów. Do 30 maja 2021 liczba potwierdzonych zakażeń wzrosła do 102 tys., a zgonów: 4846. Dla porównania w dużo mniejszej Polsce, przez 1,5 roku pandemii, zakażonych zostało prawie 2,9 mln osob, a 73 tys. zmarło. Nawet jeśli wyniki te są znacznie niedoszacowane, to zapewne podobnie też jest w innych krajach. Co stoi za tak wielkim sukcesem Chińczyków? Z jednej strony zapewne niemal całkowita blokada granic i obowiązek 14-dniowej kwarantanny dla przybyszów, trwające do dzisiaj. Z drugiej - rygorystyczne egzekwowany, cyfrowy system śledzenia obywateli, a więc i zakażeń. A z trzeciej system masowych testów i natychmiastowej, bezwzględnej izolacji w całych miastach będących ogniskami zakażeń.

Chiny są jedynym z dużych państw na Świecie, które zakończyło rok 2020 na plusie (2,3% wzrostu PKB). Wręcz można stwierdzić, że tamtejsza gospodarka na epidemii zyskała. Po chwilowym załamaniu gospodarki w I kw. tego roku, błyskawicznie nastąpiło odbicie i powrót na ścieżkę wzrostu. I to w czasie, kiedy inne duże gospodarki przeżywały poważne kryzysy związane z lockdown-ami: ograniczeniami w przemieszczaniu się obywateli i zamrażaniem działalności gospodarczej całych sektorów, z wieloma bankructwami włącznie.

Zmiana kierunku - z rynku zewnętrznęgo na wewnętrzny

Wymagało to jednak całkowitego przedefiniowania rynku odbiorców usług i istotnych zmian na rynku produkcji towarów. Lockdown (zakaz wychodzenia z domu) w USA czy Europie oznaczający spadek zamówień i paraliż łańcuchów dostaw groził poważnymi problemami dla chińskich fabryk. Dlatego władze nakłaniały obywateli to większej niż dotychczas konsumpcji. Było to możliwe dzięki liczącej kilkadziesiąt milionów klasie średniej. Zamiast kupować niemieckie auta czy francuską odzież, mają oni wydawać pieniądze na rodzime dobra. Podobnie z usługami, zwłaszcza turystyką - ale to dotyczy znacznie większej grupy odbiorców. Władze ponownie zaczęły zachęcać do podróżowania po kraju - już w czasie tradycyjnego „Złotego Tygodnia”. Na początku października na ulicach miast i na dworcach, tak jak przed epidemią, pojawiły się znów tłumy Chińczyków, oczywiście w maseczkach, ale bez przesadnego dystansowania się. W podróż ruszyło nawet pół miliona osób. A mimo to oficjalne dane nie potwierdziły istotnego wzrostu zachorowań i zgonów. Więc można to było kontynuować w kolejnych miesiącach, łączne z okresem nowego roku (12 lutego 2021).

Głoszone przez partię hasła odwołując się do „patriotyzmu gospodarczego" mają sprawić, że Chiny osiągną ekonomiczną samowystarczalność. I jest to całkiem prawdopodobne, gdyż w kraju tym nie brakuje niczego - ani surowców naturalnych, odnawialnych i nieodnawialnych źródeł energii ani siły roboczej. Gdyby epidemia zdarzyła sie kilkanaście lat wcześniej, to problem byłoby zacofanie technologiczne (jeszcze do końca XX w.) Obecny poziom rozwoju technologicznego nie odbiega już od wysokorozwiniętych krajów, a często je nawet przewyższa. Chiny nie zrezygnują z eksportu towarów, a nawet będą starać się go zwiększyć, wykorzystując problemy „pocovidowe” innych gospodarek. I na tym dobrze zarobić. Ale z importu towarów i usług są w stanie niemal całkowicie zrezygnować i już stopniowo zaczynaja to robić. To samo dotyczy przemysłu – komponenty, surowce, myśl technologiczna każdego produktu mają pochodzić z kraju.

Powrót do polityki izolacji i nacjonalizm

Rok 2021 przyniósł jednak inne niepokojące informacje z Państwa Środka. Przed wybuchem pandemii do Chin wpuszczano cudzoziemców na wizach studenckich, turystycznych, biznesowych czy pracowniczych. Szczególnie dbano o wykwalifikowanych inżynierów, managerów. Pracownicy na kontraktach dostawali prywatnego kierowcę, wynajmowano im willę, dzieciom opłacano prywatne szkoły. Studenci dorabiali na czarno, ucząc języków obcych. Początkowo podobało się to Chinom - pozyskiwały dzięki temu nowe technologie, zapewniając szybszy rozwój. Wiele z zarobionych przez obcokrajowców pieniędzy wysyłanych było jednak za granicę. Cudzoziemcy zabierali też miejsca pracy Chińczykom. Partia przyglądała się temu z rosnącym niepokojem i niechęć wobec obcokrajowców powoli rosła. Ponieważ zapotrzebowanie na specjalistów z Zachodu malało, władze postawiły na nowe zamknięcie. Już przed pandemią Pekin powoli zaostrzał politykę wizową, a cudzoziemcom zamieszkałym w Chinach wysyłał sygnały, by wracali do domu. Po pandemii uległo to wyraźnemu zaostrzeniu: do Chin nie mogą wjeżdżać ani turyści, ani studenci, ani nawet pracownicy – chyba że na specjalne zaproszenie. Obcokrajowcy przywozili bowiem do Chin jeszcze coś gorszego niż wirus: zachodnią ideologię i zwyczaje.

Groźba powrotu wirusa okazała się więc dobrym pretekstem, aby znów zamknąć Chiny na świat zewnętrzny. Propaganda karmi teraz obywateli wiadomościami o gehennie w Europie i Ameryce, o masowym pomorze, o bezsilnych lekarzach. A obrazy z zagranicy zestawia z chińskim sukcesem w walce z wirusem. Chińczycy z rodzimych mediów dowiedzą się jeszcze, że pandemia nie wybuchła w ich kraju, a wirusa „przywieźli" do Wuhanu Amerykanie. Że mówiąc o wirusie z Chin, Zachód chce upokorzyć Państwo Środka i przykryć swą bezsilność w obliczu epidemii. Nie brakuje stwierdzeń, że to ludzie z Zachodu mieszkający w Chinach roznoszą zarazę. Takiej pogardy dla obcych i poczucia wyższości nie było w Chinach od czasów Mao. Nacjonalizm przybiera na sile jak nigdy wcześniej. Nieliczni obecnie obcokrajowcy, którzy decydują się na przyjazd (lub powrót) do Chin, nawet w tak kosmopolitycznym dotychczas Szanghaju doświadczają tego na każdym kroku. Od obowiązku noszenia masek tam, gdzie Chińczycy już nie muszą, po otwartą krytykę zachodniej definicję wolności. W końcu w Chinach można się swobodnie przmieszczać, jadać w restauracjach itp., a na Zachodzie to jest bardzo ograniczone lub zakazane, z godziną policyjną włącznie.

Dziś partia z połączenia konsumpcji, walki z pandemią i dziedziczonej z pokolenia na pokolenie nieufności wobec Zachodu zbudowała niemal perpetuum mobile konsolidujące społeczeństwo wokół partii, a wrogie Zachodowi

wstecz