„Athos 8 monastyrów”rejs statkiem z Ouranopoli
Athos albo Święta Góra, nazywana potocznie „Republiką Mnichów” jest okręgiem autonomicznym, podległym administracyjnie Ministerstwu Spraw Zagranicznych, a religijnie Ekumenicznemu Patriarsze Konstantynopola. Obejmuje prawie całe terytorium Półwyspu Athos, wraz z leżącą na nim Górą Athos. Święta Góra stanowi centrum prawosławnego monastycyzmu, zamieszkałe wyłącznie przez mężczyzn – mnichów żyjących w surowych warunkach, a nierzadko też w odosobnieniu. To też największy kompleks klasztorny Grecji, a jednocześnie enklawa, w której życie biegnie własnym rytmem. Miejsce to jest całkowicie poświęcone modlitwie i czci Boga. Ze względu na wielką wartość historyczną i kulturalną, Athos został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. W 1060 roku bizantyjski cesarz swoim edyktem zabronił przebywania wśród mnichów kobietom, oraz wszelkim stworzeniom płci żeńskiej, za wyjątkiem kur i kotek. Zakaz ten obowiązuje do dnia dzisiejszego. Tę unikalną krainę mogą odwiedzać tylko mężczyźni i to po wypełnieniu dość skomplikowanej procedury. Z uwagi na te restrykcje, w praktyce jedyną okazją by zobaczyć słynne monastyry (zespoły architektoniczne zbudowane na wzór klasztorów bizantyjskich, przypominających średniowieczne grody z wysokimi murami i wieżami) jest rejs statkiem wzdłuż zachodniego wybrzeża półwyspu Athos. Wycieczkę kupiliśmy jeszcze w Polsce, na długo przed przylotem do Grecji, za pośrednictwem biura Rainbow. Chcieliśmy mieć 100% pewność, że się na nią załapiemy. Na spotkaniu z rezydentką musieliśmy tylko odebrać vouchery, na podstawie których mieliśmy wchodzić na statek. I to była chyba dobra decyzja, bo autokar sprzed naszego hotelu wyjeżdżał prawie pełen. Z półgodzinnym opóźnieniem, bo w hotelu który odwiedził wcześniej, uczestnicy chyba zapomnieli o rejsie i trzeba było ich szukać. Hotel Akrathos Beach jest ostatnim dużym hotelem przed Ouranopoli, więc nigdzie już nie zbaczając, dotarliśmy do miasteczka i przystani w ostatniej chwili: o planowanej godzinie odpłynięcia statku. Kilka minut po wejściu na pokład odbijaliśmy od przystani. Praktycznie wszystkie miejsca siedzące były już zajęte, więc pozostało nam zająć ławy przy trapach rufowych, które były opisane jako: rezerwacja dla mnichów.
Kliknij aby zobaczyć powiększenie i opis klasztoru...
Plan wycieczki był prosty: trwający około 4,5 godziny rejs wzdłuż zachodniego wybrzeża Półwyspu Athos z możliwością zobaczenia 8 (z 20 wszystkich) monastyrów, zaczynając od Dochiariu, a na ósmym - Św. Pawła (Agiou Pavlou) kończąc. W praktyce okaże się, że tego ostatniego z wody praktycznie nie widać - jest skryty kilkaset metrów od brzegu, w dolinie okresowego potoku spływającego z samej góry Athos (2033 m n.p.m.). Więc tak naprawdę ostatnim dla nas będzie monastyr - Św. Dionizego (Dionysiou). Uzbrojeni w lornetki i aparaty z obiektywami o dużym przybliżeniu, byliśmy gotowi na obserwację monastyrów. Czyli w założeniu miała to być wycieczka turystyczno-krajoznawcza.
Kliknij aby zobaczyć powiększenie...
Równolegle z nami płynął podobnej wielkości prom, który w odróżnieniu od naszego statku, zawijał do portów kolejnych klasztorów. Prom ten, również wypływający z Ouranopoli, stanowi jedyny sposób wjazdu na teren „Republiki Mnichów” - granica lądowa jest zamknięta. Pierwszym doskonale widocznym klasztorem był położony nad samym morzem Dochiariu. Gdy chwilę później przepływaliśmy obok kolejnego (Xenofontos), załoga delikatnie „przegoniła” nas z zajmowancyh miejsc, a do statku przypłynęła motorówka, z której wysiadło trzech mnichów. Dwaj z nich zaczęli sprawnie rozstawiać prowizoryczne stoły i lady, rozmieszczając na nich różnego rodzaju pamiątki i dewocjonalia, a także oliwę, przyprawy itp. Część z tych przedmiotów przywieźli ze sobą, ale zdecydowana większość ukryta była w ławach na których przed chwilą siedzieliśmy. Trzeci z mnichów na osobnym stole rozłożył przywiezione w torbie relikwiarze - m.in. wykonaną ze srebra rękę (przedramię), z „okienkiem” umożliwiającym kontakt z umieszczoną wewnątrz relikwią. Być może była to prawa ręka św. Jerzego, która jest główną relikwią, wręcz skarbem tego klasztoru (według źródeł to tylko fragment kości, a nie cała ręka). Bowiem św. Jerzy - Wielki Męczennik i Zwycięzca, który był rzymskim żołnierzem, stał się jednym z najbardziej czczonych męczenników pierwszych wieków chrześcijaństwa (legendarny pogromca smoków).
Kliknij aby zobaczyć powiększenie i opis klasztoru...
Nagle okazało się, że dolny pokład zapełniły tłumy kobiet, w chustach na głowach. Wcześniej siedziały na całym statku, bez tych nakryć głowy, więc wyglądały jak zwykłe turystki. Ale to najwyraźniej była zorganizowana pielgrzymka - ponad 100 osób, głównie pań w różnym wieku i kilku młodych panów. Część z tych pielgrzymów rzuciła się do kupowania pamiątek, a inni otoczyli mnicha z relikwiami modląc się wspólnie i śpiewając. Po tych modlitwach osoby te podchodziły kolejno do tego kapłana, który udzielał im błogosławieństwa, smarował jakimś olejkiem lub wodą święconą, a także pozwalał na przytknięcie do relikwii zakupionych przed chwilą przedmiotów. A na koniec podtykał wszystkim tym osobom do ucałowania dłoń. Większość pasażerów skupiła się na tych czynnościach religijnych (uczestniczeniu w nich lub obserwowaniu), a tylko nieliczni oglądali kolejne mijane monastyry: Św. Panteleimona (Rossikon), Xiropotamou, Simonopetra (Simonospetras), Osiou Grigoriou oraz Dionizego (Dionysiou). Dotarliśmy do miejsca, skąd rozpościerał się widok na majestatyczną górę Athos, której skaliste szczyty wznoszą się na ponad dwa tysiące metrów. U jej podnóża, skryty kilkaset metrów od brzegu, w dolinie okresowego górskiego potoku, znajduje się ósmy monastyr: Św. Pawła (Agiou Pavlou). Tu nasz statek zawrócił, kierując się z powrotem do Ouranopoli. A my mogliśmy jeszcze raz przyjrzeć się mijanym klasztorom.
Kliknij aby zobaczyć powiększenie i opis klasztoru...
Podczas przepływania obok kolejnych monastyrów z głośników kolejno, w różnych językach, odtwarzane było nagranie omawiające dany klasztor. Niestety to w języku polskim, nie dość że było ciche, to rosyjski akcent lektorki sprawiał, że było ono praktycznie niezrozumiałe. W opiniach na stronie R widziałem, że podobne zastrzeżenia mieli inni uczestnicy takiego rejsu. Teoretycznie gdyby w rejsie uczestniczyła grupa co najmniej 40 polskojęzycznych osób, to towarzyszyłby jej polskojęzyczny przewodnik - w praktyce to nierealne - w naszym rejsie płynęło maksymalnie kilkunastu Polaków. Gdy ponownie przepływaliśmy obok klasztoru Xenofontos, przypłynęła motorówka zabierając mnichów na brzeg - odpływali żywiołowo żegnani przez pielgrzymów. Powoli zbliżaliśmy się do Ouranopoli - tylko dzięki temu, że tym razem płynęliśmy znacznie dalej od brzegu, możliwe było ostatnie spojrzenie na górę Athos. Przypomniałem sobie relację innych uczestników podobnego rejsu - wspominali o widzianych w tej okolicy delfinach. Jak na zawołanie - kilka minut po tym gdy to powiedziałem, również nam pokazały się te ssaki, baraszkujące w kilwaterze. Jednak wyskakiwały i zanurzały się tak szybko, że bardzo trudno było zrobić im zdjęcie. Kiedy dobijaliśmy do przystani w Ouranopoli, do wejścia na pokład szykowała się już kolejna grupa turystów i/lub pielgrzymów. Pomijając polskiego lektora na statku, rejs był bardzo udany, z naprawdę zaskakującymi wydarzeniami i niesamowitymi widokami monastyrów oraz góry Athos. Będąc w pobliżu półwyspu Athos, a nawet gdzieś dalej na Chalkidiki, warto przeznaczyć pół dnia na taką lub podobną wycieczkę (są też rejsy z Kassandry, ale wówczas dłużej trwa dopłynięcie do Athos i z powrotem). Więcej informacji o „Republice Mnichów” w osobnym rozdziale.
|



