Przelot na Skiathos i transfer statkiem na Skopelos. Dojazd do hotelu Blue Green Bay w Panormos.

 
 
 

Podróż na Skopelos

Podróż po raz dziesiąty na wczasy w Grecji powinna być już rutynowa. Najpierw dojazd na lotnisko, potem przelot do Grecji i transfer do wybranego hotelu. Nuda! Tym razem jednak tak nie było. Wylot mieliśmy w sobotę, w południe z Warszawy, więc nie przewidywałem większych utrudnień na drodze. Wyruszyliśmy z Bydgoszczy z zapasem niecałej godziny, co powinno wystarczyć na ewentualne drobne opóźnienia. Po godzinie drogi autostradą, tuż za Włocławkiem, czekała nas jednak niespodzianka - wypadek! Utknęliśmy w korku - przed nami stało najwyżej po 10-15 aut na każdym pasie, więc wypadek miał miejsce zapewne nie więcej niż 10-15 minut wcześniej. Straż pożarna już była, po kilkunastu minutach dojechała karetka. Po około 20-25 minutach czekania, korek za nami był już całkiem spory, a nie zanosiło się na odblokowanie drogi - ratownicy czekali na policję. Taki to urok autostrady - nie można w razie czego zawrócić i pojechać inną drogą. Margines zapasu czasu skurczył nam się prawie do zera, więc nie pozostało mi nic innego, tylko podejść do ratowników i wynegocjować zgodę na przejazd bokiem (po trawie?). Na szczęście spotkałem się ze zrozumieniem strażaków, którzy dowiedziawszy się, że stoję niecałe 100m dalej, zgodzili się, abym przejechał korytarzem bezpieczeństwa. W oddali słychać już było sygnały policji, więc poganiany przez strażaków pędem pobiegłem do auta i powolutku ruszyłem. Moje działania nie spotkały się z przychylnością kierowców omijanych aut - często wręcz wchodzili przed maskę blokując drogę - musiałem cały czas tłumaczyć przez okno, że mam zgodę straży i spieszę się na lotnisko. Wówczas niechętnie się odsuwali. Ale się udało! Do stanowisk check-in w terminalu ustawiliśmy się w chwili, gdy rozpoczynała się odprawa. Teoretycznie mieliśmy więc jeszcze ok. godzinę zapasu (do zamknięcia odprawy). Jak przeczytałem później w internetowych wiadomościach, autostrada z powodu wypadku zablokowana była w sumie około 2,5 godziny! Gdyby nie udane negocjacje ze strażakami, na lotnisko dotarlibyśmy prawie 2h później, pewnie tylko po to, żeby zobaczyć jak nasz samolot wzbija się w powietrze...

Na szczęście lot liniami Small Planet przebiegał bez zakłóceń i po ok. 2,5h lotu z malutkim opóźnieniem lądowaliśmy na Skiathos. Z pewnym zdziwieniem zaobserwowaliśmy tylko, że z każdej strony widać było gęste chmury - tak jeszcze w Grecji nie lądowaliśmy. Cel naszej podróży - wyspa Skopelos, składa się w ponad 90% z gór, nie ma więc na niej miejsca na lotnisko (jest tylko lądowisko śmigłowców). Dlatego też lądowaliśmy na Skiathos, skąd mieliśmy promem popłynąć na Skopelos. Skiathos jest jeszcze mniejsza (prawie dwukrotnie) i równie górzysta. Ale po zasypaniu części zatoki (wg. innych źródeł: całej cieśniny, oddzielającej wyspę od małej, sąsiedniej wysepki) powstała w miarę równa przestrzeń pod budowę pasa i terminala. Pas ma tu zaledwie 1621m długości! A mnie się dotychczas wydawało, że ten na Korfu (2375 m) jest bardzo krótki. Dodatkowo pas na Skiathos ma oba końce prawie „zanurzone” w morzu. Na południu oddziela go od brzegu tylko wąska droga, na której często pojawiają się amatorzy wrażeń i ekstremalnych zdjęć. Co nie zawsze jest bezpieczne - tydzień przed naszym lądowaniem 12-latek z Wielkiej Brytanii został poturbowany, kiedy porwany siłą podmuchu z silników startującego samolotu pasażerskiego, upadł dziesięć metrów dalej. Na tak krótkim pasie mogą lądować tylko małe i średnie odrzutowce wąskokadłubowe (A320, B737 i B757) a piloci przechodzą specjalne szkolenie, bo standardowa długość pasa dla tych maszyn jest znacznie większa (2300 m dla B737 i 2900 m dla B757). Dla pasażerów jest też pewna niedogodność - linie lotnicze obniżają limit wagi bagażu - my mogliśmy zabrać tylko 15kg. Ale i tak jest lepiej niż kiedyś, kiedy liniowce startowały z wyspy z małą ilością paliwa i po chwili lądowały w Salonikach, żeby je uzupełnić.

Z lotniska do portu dotarliśmy w ciągu pięciu minut. Po kolejnych kilkunastu nadpływał już nasz statek. A raczej stateczek - niewielki pasażerski, znacznie mniejszy niż te, którymi pływaliśmy po Zatoce Gdańskiej :) Generalnie transfer odbywa się promem, który jednak dobija na Skopelos po przeciwnej stronie wyspy niż większość hoteli. Żeby skrócić transfer (krótsza droga i statek na zawołanie), gdy jest dobra pogoda, biuro Rainbow zamiast promu wynajmuje takie stateczki. Silny północny wiatr i przelotny deszczyk :( sprawiły, że siedząc na otwartym pokładzie zaczęliśmy marznąć. (Niektórzy nawet odchorowali to potem zapaleniem zatok.) A do tego bardzo bujało, a statek płynął w znacznym przechyle. Czuliśmy się trochę nieswojo, zwłaszcza, kiedy jeden z marynarzy zaczął przerzucać nasze walizki z jednej burty na drugą, żeby zmniejszyć przechył. Cóż - trochę inaczej wyobrażaliśmy sobie ten transfer z wyspy na wyspę - na szczęście żadnych przygód nie było. Po niecałej 1,5h huśtania dotarliśmy do portu w Nea Klima, skąd małym autokarem w ciągu kilkunastu minut dotarliśmy do Panormos i hotelu Blue Green Bay. Nasz hotel był pierwszym na trasie - nie licząc hotelu w Nea Klima, do którego goście z portu poszli pieszo. Zresztą jak zobaczyliśmy później - tu wszędzie jest „niedaleko”. Od wylądowania minęły prawie 3 godziny - więc podróż przebiegła zgodnie z planem. Przed kolacją była jeszcze chwila na kąpiel w Morzu Egejskim. Tego mi było trzeba :) Zwłaszcza po 12-godzinnej, pełnej wrażeń podróży. Ale to już było za nami - rozpoczynaliśmy nasz 11. pobyt w Helladzie.

W powrotnej drodze płynęliśmy na Skiathos w środku nocy, ale znacznie szerszym i stabilniejszym statkiem. Mniej też wiało, więc huśtania prawie nie odczuwaliśmy. A może dlatego, że już byliśmy zaprawieni w „boju” - podczas rejsu na Alonisos :)

wstecz dalej

 
 
LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK