Całodniowy relaks w parku wodnym Aqualand na Korfu

 
 
 

Aqualand

Na pierwszą naszą wycieczkę fakultatywną wybraliśmy Aqualand (34 € dorośli i 24 € dzieci, razem ze wstępami). Pamiętając jak to trzy lata wcześniej zmokliśmy i zmarzliśmy w Waterlandzie pod Salonikami, najpierw zapoznaliśmy się z prognozą pogody (Internet). Ponieważ na najbliższe dni zapowiadała się wspaniale, wybraliśmy pierwszy możliwy termin. Ranek powitał nas zachęcająco - na niebie nie było ani jednej chmurki. Z radością zapakowaliśmy się do autokaru - z naszego hotelu byliśmy jedynymi pasażerami. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do Kavos, najbardziej na południu położonego kurortu. Słowo "kurort" rzeczywiście dobrze oddaje to co widzieliśmy z okien autokaru. Przypominało to Paralię (Katerini) na Riwierze Olimpijskiej. Miejscowość typowo turystyczna, dedykowana dla młodych ludzi lubiących rozrywki. Większość turystów to Brytyjczycy, więc wszelkie napisy, szyldy itp. były po angielsku. Ktoś z Polaków mieszkających z nami w hotelu stwierdził potem, że dobrze że byliśmy tam za dnia, po zmroku nawet grecka policja ma tam czasem problemy z utrzymaniem porządku. W Kavos autokar zapełnił się do ostatnich miejsc.

Po ponad 1,5-godzinnej jeździe, znaną nam już z pierwszego dnia (a właściwie nocy) drogą dotarliśmy do stolicy wyspy - Korfu. Tam w pobliżu lotniska skręciliśmy na zachód wyspy. Około 10:30 dotarliśmy do Aqualandu. Otrzymaliśmy na ręce opaski identyfikacyjne i do 16:30 mogliśmy zanurzyć się parku wodnym. Obiekt czynny był od 10:00, więc początkowo nie było dużo ludzi, ale około południa było już ich całkiem sporo i do największych atrakcji tworzyły się kolejki. W porównaniu do Waterlandu pod Salonikami, ten park jest chyba większy, posiada własny hotel i z całą pewnością ma więcej atrakcji - dla dzieci i dorosłych. Zaczęliśmy od tych dla młodszych gości (do 12 lat) - zjeżdżalnie i ociekający wodą statek piratów. Najwięcej czasu spędziliśmy jednak na dużych zjeżdżalniach: tradycyjnej ("Multi Hill"), Szalonej rzece ("Crazy River"), Czarnej dziurze ("Black Hole") i kilku innych. Próbowałem też najszybszej - "Kamikadze", na której można osiągnąć prędkość 40-50km/h, ale nie zachwyciła mnie zbytnio, bo jazda trwała krótko, a niewiele widziałem - głównie rozpryśniętą wodę przed sobą. Pośrodku parku znajdowała się duża zielona wyspa pełna leżaków. Tam można było trochę odetchnąć i pożywić się. Opływała ją "Leniwa Rzeka" - prąd wody był prawie niezauważalny, więc pontony ledwo co się przesuwały. W pobliżu hotelu jest najnowsza atrakcja parku - basen ze sztucznymi falami. Generowane były co 20min. i trwały około 10min. Podobno uzyskuje się tu jedne z najwyższych fal w Europie.

Pogodę mieliśmy wyśmienitą - było bardzo gorąco, więc poza krótką przerwą na posiłek cały czas spędziliśmy w wodzie. Ponad pięć godzin rozrywki upłynęło nam bardzo szybko. Zabawa była wspaniała, zrekompensowała nam w zupełności lichą pogodę w 2002 r. Na odchodne otrzymaliśmy jeszcze koszulki z emblematem Aqualandu (mieliśmy na nie talon od rezydentki) i wyruszyliśmy w powrotną drogę. Wracaliśmy tą samą drogą, tylko na koniec kierowca zrobił nam miłą niespodziankę. Zamiast pojechać najpierw do Kavos, skręcił przed Lefkimi na skrót do naszego hotelu. Zyskaliśmy dzięki temu ponad pół godziny. Kiedy przedzieraliśmy się wąską, szutrową drogą przez gaj oliwny, niektórzy Brytyjczycy mięli nietęgie miny. Po cichu wymieniali między sobą jakieś uwagi - chyba myśleli, że kierowca zabłądził? A może ze strachem czekali, aż autobus stanie gdzieś w środku gaju, pełnego rzezimieszków? Ubawiliśmy się nieźle oglądając ich przestraszone twarze :) Gdy dotarliśmy do hotelu byliśmy solidnie zmęczeni, ale naprawdę zadowoleni z wycieczki.

wstecz dalej

 
 
LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK LICZNIK